niedziela, 21 października 2012

„Wyścig śmierci” - Maggie Stiefvater



            „Wyścig jest jak bitwa. Chaos koni, ludzi i krwi. Najszybsi i najsilniejsi, którzy pozostali po kilku tygodniach przygotowań na piasku. To morska woda na twarzy, śmiercionośna magia listopada na skórze, bębny Skorpiona zamiast serca. Jeśli ma się szczęście, to również prędkość. To życie, to śmierć albo jedno i drugie, i nic innego nie może się z tym równać.”*

Siedzisz na jego grzbiecie i czujesz, jak się porusza. Wyczuwasz ruch pracujących mięśni podczas wysiłku. To nie wszystko, bo czujesz też jego emocje, jesteście jak jedność. Ta niezwykła więź jest wręcz niemożliwa. Widać radość z biegu, ale i tęsknotę za wolnością. Trwa wyścig na śmierć i życie, a Wy biegniecie po wasze marzenia...

Thisby to wyspa znajdująca się gdzieś na morzu. Jej mieszkańcy żyją sobie spokojnie, ale zawsze raz do roku pierwszego listopada odbywa się tu Festiwal Skorpiona. Miesiąc przed nim z morza wyłaniają się eich uisce, konie morskie. Są głodne i niebezpieczne, pragną krwi i mięsa - ludzkiego czy zwierzęcego, nieważne. Mieszkańcy wyspy urządzają na nie polowanie, ale muszą uważać, bo są bardzo silne i dzikie. Gdy jednak komuś udaje się złapać takiego konia, trenuje go, by móc stanąć do wyścigu. Tak było od niepamiętnych czasów i jest też tak teraz. Nadchodzi kolejny festiwal, ale dwie osoby w tym roku walczą o coś więcej niż zwycięstwo. Sean Kendrick musi wygrać, by to co najważniejsze było jego już na zawsze, a Kate „Puck" Connolly ściga się, by miała dokąd wrócić. Jaki będzie finał tego wyścigu, skoro zwycięzca może być tylko jeden?

Maggie Stiefvater słynie podobno z tego, że pisze powieści na podstawie legend, mitów i podań. Jednak wykorzystuje z nich tylko to, co chce. Sama na końcu powieści wspomina o tym, że powieść powstała na podstawie legendy, a raczej jej fragmentów. Co mnie skłoniło do sięgnięcia po tę książkę? Fakt, że jest o koniach. Nie takich zwykłych, tylko śmiertelnie niebezpiecznych. Nie jestem wielbicielką tych zwierząt, ale potrafię docenić ich piękno i siłę. Skusił mnie opis, skusiła mnie okładka, czy to był dobry wybór?

Akcja toczy się dwutorowo i historię poznajemy z punktu widzenia Puck oraz Seana. Dzięki temu mamy możliwość spojrzenia na sprawę z dwóch różnych perspektyw oraz poznać lepiej tych dwoje. Powieściopisarka jest pomysłowa, widać, że skupia się na tym, co robi i przekazuje nam powieść szczegółowo dopracowaną, zarówno pod względem ciekawej fabuły i miejsce akcji, jak i fantastycznych postaci. Jedyne co mnie nie satysfakcjonuje to brak żywej akcji, ale z drugiej strony nie przeszkadzało mi to zbytnio. Stiefvater wprowadza nas w ten świat z nostalgią, która nie nuży. Wręcz przeciwnie, ona jeszcze bardziej intryguje. Wszystko toczy się powoli, ale z każdą stroną przyspiesza i sprawia, że śledzimy wszystko jak zaczarowani, nie bacząc na umykające wskazówki zegara.

Eich uisce fascynują czytelnika, a autorka daje nam wszystko, czego możemy chcieć. Poznajemy ich historię, zwyczaje, lęki i pragnienia. Dzięki szczegółowym i bogatym opisom po zamknięciu oczu możemy je sobie wyobrazić. Ich piękno i moc. Morze to ich dom, do którego tęsknią, gdy zostają schwytane.Gdyby nie specjalne rzeczy, które sprawiają, że poddają się woli człowieka, w życiu nikt by ich nie utrzymał. Choć nawet i przy ich użyciu nie można być niczego pewnym, a już na pewno nie można im ufać. Zaufanie do eich uisce to Twój koniec. Ich naturą jest zabijanie. Te konie mają dwa oblicza. Pierwsze, wtedy gdy są na wolności i polują. Są wtedy jak potwory, Wszystko zamiera i czuć tylko ich pragnienie i strach ofiary. Drugie oblicze to gdy zostają schwytane. Nadal niebezpieczne, ale trochę ugładzone. Gdy ma się do nich podejście i zdrowy rozum, istnieje szansa na przeżycie. Przerażające bestie, ale i fascynujące.

Zaraz obok tych majestatycznych istot są inni bohaterowie, którzy są równie ważni jak eich uisce. To „Puck" i Sean są głównymi postaciami. Różnią się od siebie diametralnie, ale zarazem rozumieją jak z nikim innym. Łączy ich miłość do koni i pragnienie zwycięstwa, bo każde z nich walczy o coś najważniejszego w swoim życiu. Co dziwne, nie przeszkadza im świadomość rywalizacji, przebywają ze sobą, razem odkrywają słabości przeciwników i dzielą się spostrzeżeniami. Uczą się też dużo wzajemnie od siebie. Między nimi rodzi się uczucie, ale gdzieś tam mimochodem. Wątek miłosny nie dominuje i nie jest na pierwszym planie. Nie ma tu co chwilę fragmentów, jacy to oni są piękni, jak ładnie się uśmiechają, czy też mają śliczne noski, uszy czy inne części ciała. Nie całują się co pięć minut. Czuć tylko tę silną więź między nimi, której sami do końca nie rozumieją. Miła odmiana, prawda? Choć to ta dwójka i konie grają pierwsze skrzypce, postacie drugoplanowe też są dopracowane i pomagają budować napięcie. Każdy ma tu swoją rolę, bez której czegoś by zabrakło w tej powieści. Stiefvater naprawdę postarała się przy tworzeniu sylwetek bohaterów.

Wszystko, co wymieniłam powyżej sprawiło, że podczas lektury „Wyścigu śmierci" trafiłam do innego świata. Świata, w którym przez większość czasu trzeba być ostrożnym i mieć diabelnie dużo szczęścia. Czułam to, co czuli bohaterowie - fascynacje, strach, radość, smutek - nie zawsze były to uczucia miłe w odbiorze. Czułam ich podekscytowanie i niepewność. Autorka oczarowała mnie stylem i tym, jak opisała całą historię. Nie szczędziła opisów miejsc czy ludzi, ale też nimi nie nudziła. Wszystko jest tak, jak powinno, ani za mało, ani za dużo.

„Wyścig śmierci" polecam fanom twórczości Maggie Stiefvater oraz tym, którzy lubią niebanalne historie z wątkiem fantastycznym. I to nie byle jakim. Zaraz obok niesamowitych istot znajdujemy próbę poszukiwania siebie, sprecyzowania swoich pragnień i ich realizacji. Do tego poświęcenie i ogromna odwaga. Podobało mi się to, że pisarka podkreśla w powieści, żeby postępować tak jak się chce, a nie jak każą inni. Ważne tylko, by nie krzywdzić nikogo.

*str. 439
Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Wyścig śmierci
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: październik 2012
Liczba stron: 488

niedziela, 14 października 2012

„Klątwa Tygrysa” - Colleen Houck)

            „Nagle stałam się zupełnie inną osobą. Bezbronna jak noworodek, martwiłam się, że jeśli pozwolę, by ten związek się pogłębił, tym gorzej ze mną będzie, kiedy Ren odejdzie. Jak potoczą się nasze losy? Nie było sposobu, by to przewidzieć, i uświadomiłam sobie, jak bardzo kruchą i delikatną rzeczą jest ludzkie serce. Nic dziwnego, że trzymałam je zamknięte na klucz.
            Zdarza się, że mimo tego iż w naszym życiu dużo się dzieje tak na prawdę jest ono monotonne. Każdy dzień przypomina poprzedni, a nam się marzy przygoda życia. Taka,  która zabierze nas do miejsc, których wcześniej nie widzieliśmy. Która pozwoli nam poznać ciekawych ludzi. I wreszcie, która zmieni wszystko na całe życie, bo po niej już nic nie będzie takie samo...
            Kelsey Hades w momencie poszukiwania przez nią pracy na wakacje. Okazuje się, że trafia do cyrku jako pomoc. Ma też karmić tygrysa Dihrena, który jest jedną z atrakcji wędrownej trupy. Między człowiekiem, a zwierzęciem rodzi się więź. Kelsey czuje, że jest on wyjątkowy i mimo strachu bardzo się do niego zbliża. Po dwóch tygodniach pracy w tym miejscu dziewczyna pragnie by tygrys był szczęśliwy, a to oznacza wolność, której nie ma... Nie podejrzewa nawet jak szybko jej pragnienia mogą się ziścić i jaką rolę odegra w tym ona sama. Wraz z pojawieniem się tajemniczego Pana Kadama, który wykupuje Rena zaczyna się jej wielka i niebezpieczna przygoda.
            Książka ta w ogóle nie była w moich planach czytelniczych. Jakoś tak wyszło, że mnie nie interesowały, a neutralne opinie utwierdzały mnie tylko w przekonaniu, że to jedna z wielu pozycji na rynku wydawniczym. Gdy jednak do mnie trafiła stwierdziłam, że nic mi nie szkodzi zapoznać się z nią. Początki były trudne, bo pierwsze sto stron szło mi mozolnie. Nie mogłam się wczuć w historię, moje myśli błądziły wszędzie tylko nie tam gdzie powinny. Dalej było jednak lepiej - moja uwaga skupiła się na książce i z większym zainteresowaniem śledziłam poczynania bohaterów. Zdarzenia były coraz ciekawsze, a opisy miejsc pobudzały wyobraźnię.
            Mam problem z ocenieniem „Klątwy Tygrysa” gdyż ma swoje plusy i minusy. Zdecydowanym plusem była mitologia i wierzenia ludności indyjskiej, z prawdziwą przyjemnością poznawałam te historie. Były jako taki dodatek, ale fajnie współgrały z całą historią. Drugim pozytywnym aspektem było miejsce akcji. Początkowo stan Oregon, a później piękne i malownicze Indie. Bez trudu potrafiłam wyobrazić sobie krajobraz i stroje opisywane przez bohaterkę. Na brak akcji w dalszej części historii też nie można narzekać, trochę się dzieje i czuć ten dreszczyk niebezpieczeństwa. Zabrakło mi tu nieprzewidywalności, z łatwością domyślałam się co będzie dalej. Wyjątkiem było czas trwania zadania dziewczyny i tygrysa. Drażniła mnie też schematyczność bohaterów: on piękny i bogaty, ona biedna, przeciętna i skromna. No ile można? Wiem, że tak jest w co drugiej książce, a tutaj wyjątkowo mnie to drażniło. Możliwe, że to z powodu słabo wykreowanych postaci. Co jeszcze mnie irytowało to ta łatwość przyjmowania przez Kelsey tego wszystkiego. To takie sztuczne trochę i mało realistyczne.
            Nie odczuwałam jakiś wielkich emocji, ale i ich nie brakowało. Były takie… w sam raz? Nie bardzo wiem jak to inaczej określić. Czułam emocje towarzyszące dziewczynie, no przynajmniej częściowo. Niepewność, niedowierzanie strach i ból. Zadanie, które muszą wykonać z Renem wiąże się z niebezpieczeństwem. Niczego tu nie można się było spodziewać. Co do postaci to polubiłam jedynie Pana Kadama, który był jak dobry dziadek. Oddany, serdeczny, wesoły i szczery.
            Nie czuję się fanką serii, ale mimo niedociągnięć podobała mi się. Czytało się ją powoli,  miejscami nużyła i męczyła, ale reasumując nie żałuje czasu poświęconego  „Klątwie Tygrysa” i chętnie sięgnę po kontynuację. Ciekawy pomysł na fabułę, który nie do końca został wykorzystany. Tym razem o tym czy ją przeczytać zdecydujcie sami.

*str. 222
Autor: Colleen Houck
Tytuł: Klątwa Tygrysa
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: marzec 2012
Liczba stron: 360