niedziela, 19 lutego 2012

„Blondyn i Blondyna” - Magdalena Kulus


            „Każdy człowiek ma swoje Himalaje. Czasem wyczynem godnym zdobycia Korony Ziemi staje się samodzielna wyprawa na uczelnię albo do kościoła”*

            Niepełnosprawni kiedyś byli czymś odmiennym, czymś co trzeba było ukrywać. Z czasem to się zmieniło choć trudno obalić stereotypy coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać, że niepełnosprawność nie jest niczym strasznym, a chorzy ludzie są jak każdy. Pragną czerpać z życia wszystko co możliwe. Chcą tylko spełnić swoje marzenia...

            „Blondyn i Blondyna” to zapiski z bloga Magdy, dziewczyny chorującej na zanik mięśni. Od kąd pamięta musiała zmagać się ze swoją niepełnosprawnością. Zawsze potrzebowała też osób trzecich by gdziekolwiek iść. I choć początkowo nie akceptowała tego i uważała, że nic jej nie jest z czasem zaakceptowała ten fakt, pogodziła się z zaistniałą sytuacją, ale nigdy nie poddała. Krok po kroku spełniała swoje marzenia przy pomocy rodziny oraz przyjaciół i życzliwych ludzi. Szkoła, praca, wyjazdy. Zaciekle też walczyła o psa przewodnika mimo słabych rąk. I udało się, dostała psa Igora, wtedy też założyła bloga, na którym opisywała swoje i Jakiego perypetie. Nie zawsze było pięknie i kolorowo, ale Blondyna nigdy się nie poddała. Walczyła o to by wraz z psem mogła iść na studia, wejść do biblioteki, kościoła co nie było łatwe. W życiu Magdy bardzo ważni byli też jej przyjaciele, którzy zawsze ją wspierali i zaskakiwali, a co ważne w żaden sposób nie pokazali jej, że czują się z nią źle...

            Długo się zastanawiałam nad tym co napisać o tej pozycji. Gdy zabierałam się do czytania „Blondyna i blondyny” w żaden sposób nie podejrzewałam, że wywrze ona na mnie takie piorunujące wrażenie. Nie sądziłam też, że z Magdą może łączyć mnie tak wiele. Trakcie śledzenia kolejnych wpisów cały czas kołatało mi się po głowie zdanie „Jak ja ją doskonale rozumiem!” Przeszkody, barier, które  cały czas napotyka i prawdopodobnie jeszcze długo będzie nie stanowiły dla niej przeszkodą by spełnić swoje marzenia. Dla Blondyny i innych niepełnosprawnych każdy kolejny dzień jest wyzwaniem bo nigdy nie wiedzą co ich w danej chwili czeka. W życiu osoby chorej pierwszym ważnym krokiem jest akceptacja siebie, a potem nauka radzenia sobie z życiem na swój sposób. Ważne by się nie poddać. Tak samo bardzo istotne jest wsparcie rodziny i przyjaciół. I nie mówię tego jako osoba patrząca z boku, ja doskonale wiem co czuje Magda, rozumiem jej zapał do działania, chęć zdobycia tego co niby jest nie osiągalne. Dziewczyna ma rację, że dużą rolę w naszym życiu odgrywają osoby, które spotykamy, które wyciągają pomocną dłoń i traktują nas jak normalnych, bo my jesteśmy tacy. Zawsze denerwowało mnie jak ktoś dziwnie patrzył gdy mówiłam, że gdzieś „idę” i Magda miała tak samo, a my naprawdę idziemy tylko... po swojemu. „Blondyn i Blondyna” bawi, wzrusza oraz pokazuje prawdziwe życie osoby niepełnosprawnej. Blondyna często słyszała, że jest radosna, zawsze uśmiechnięta i czerpie z życia ile może, dziwią się skąd to bierze. Ja na takie pytania zawsze odpowiadam, że szkoda mi czasu na narzekanie i gdybanie, co ma być to będzie... Och! Każdemu zdarzają się gorsze dni więc i my je mamy. Każdy musi po marudzić i się pomartwić... Nic nie jest idealne...
            W żadnym wypadku nie uważam tego za oficjalną recenzję i długo myślałam czy napisać te kilka zdań... Moim  zdaniem „Blondyn i Blondyna” to obowiązkowa lektura dla wszystkich...

*str. okładka
Autor: Magdalena Kulus
Tytuł: Blondyn i Blondyna
Wydawnictwo: SOL
Rok wydania: sierpień 2011
Liczba stron: 261

sobota, 11 lutego 2012

"Emil czyli kiedy szczęśliwe są psy szczęśliwy jest cały świat" - Jędrzej Fijałkowski

O święty Tadeuszu Judo od spraw beznadziejnych, czemuś wówczas nie wyjrzał z obłoków i nie uczynił czegoś, co cofnęłoby czas, zmieniło rzeczywistość lub choć przyćmiło mi zmysły – tymi słowami autor wspomina chwilę, w której po raz pierwszy ujrzał Emila. Nie dość, że mieli już jednego psa (półamstafkę Azę), to pies, którego wraz z żoną postanowili uratować od strasznej przeszłości i niepewnej przyszłości, wcale nie był słodkim szczeniaczkiem. Zamiast tego ujrzeli smutnego, pogryzionego, chudego i śmierdzącego doga niemieckiego z chorymi oczami i pokoślawionymi nogami. Rasowy pies niechciany. Jednym słowem: szok!

Tak zaczyna się historia Emila, który wraz ze swoimi nowymi właścicielami przybył w bagażniku samochodowym do Falenicy. I właściwie od pierwszych dni pobytu stał się najważniejszym domownikiem, ale wcale nie ulubionym i dobrym. Kłopotów co nie miara: Emil i Aza początkowo nie tolerują się, muszą cały czas chodzić w kagańcach. Wystarczy, że Jędrzej lub PAnia spuszczą ich na chwilę z oka, a w ciągu nanosekundy psy ruszą do ataku na siebie. Drzwi podrapane. Podłoga brudna. Wieczne szczekanie. Kłótnie i zaległości w pracy (bo przecież non stop trzeba Emila doglądać i pilnować). Fioła można dostać, prawda? Kiedy już ubóstwiająca wszelkie czworonożne stworzenia PAnia dochodzi do wniosku, że to koniec, że nie da dłużej rady, że Emil ich wykończy, wtedy powoli, powoli zaczyna się coś zmieniać.

Cała recenzja TUTAJ