piątek, 20 stycznia 2012

„Uratować Sprite’a” - Mark R. Levin

    „Miłości i lojalności psów wobec ich ludzkich rodzin nie da się porównać z niczym. Po prostu z niczym.”*

    Nasze psiaki są dla nas jak członkowie rodziny, jeszcze jeden do kochania, rozpieszczania i wychowywania. Psy dają nam bezwarunkową miłość, są z nami na dobre i złe, czują kiedy jesteśmy smutni, kiedy ich potrzebujemy, nie wiadomo jaki może być zły dzień one pocieszą rozbawią. Są wierne i kochane, za dobroć odpłacą dobrocią...

    Mark R. Levin to amerykański dziennikarz i pisarz bestsellerowych książek o amerykańskiej polityce, który zaskoczył wszystkich pisząc o swoim życiu prywatnym, a ściślej mówiąc o swoich dwóch psach – Pepsim i Sprite’cie, oraz o tym jak wpłynęły na jego rodzinę i przyjaciół.
    Pierwszy pies Pepsi w rodzinie Lewinów pojawił się właśnie za na mową Marka, który to pragnął by mieli jakiegoś zwierzaka, a że kochał akurat psy... Pepsi miał u nich jak w niebie, był kochany i rozpieszczany. Po kilku latach to rodzina musiała przekonywać Marka by przyjęli kolejnego do domu, początkowo się opierał ale gdy tylko zobaczył porzuconego psa od razu go pokochał i wiedział, że jest już kolejnym członkiem rodziny. Nazwano go Sprite, mówiono im, że jest młody, ale okazało się, że to nieprawda i nowy członek rodziny zaczyna ciężko chorować... Kilkanaście miesięcy później Levinowie dowiadują się, że Sprite umiera...



Na całą recenzję zapraszam do: Zapatrzona w książki

czwartek, 19 stycznia 2012

Podsumowanie wyzwania

Niestety nie udało mi się wywiązać z wyzwania-choć przeczytałam większość zaplanowanych książek, żadnej z nich nie zrecenzowałam. Zamieściłam tylko jedną opinię. Mimo to w ubiegłym roku zwierzęta często przewijały się w moich lekturach, chociażby w tytule. Przeczytałam:
C.S.Lewis, "Lew, czarownica i stara szafa"
Patrick Sueskind, "Gołąb"
Kurt Vonnegut, "Kocia kołyska"
Daphne du Maurier, "Ptaki"
Mark Haddon, "Dziwny przypadek psa nocną porą"
Truman Capote, "Muzyka dla kameleonów"
Ken Kesey, "Lot nad kukułczym gniazdem"
Ota Pavel, "Śmierć pięknych saren" i "Jak spotkałem się z rybami"
Gabriel García Márquez, "Szarańcza".
Największe wrażenie wywarły na mnie opowiadania Oty Pavla i Daphne du Maurier.

Bardzo się cieszę na dalszy ciąg wyzwania, bo zawsze z przyjemnością czytałam opinie innych uczestników. Być może w obecnym roku i ja zmobilizuję się do systematycznego zamieszczania recenzji. Czytać "zwierzęce" książki będę na pewno-mam już na koncie "Insekta" Claire Castillon.

środa, 18 stycznia 2012

Podsumowanko 2011

Czy się stoi, czy się leży podsumowanie się należy.
Chociaż nie za bardzo mam się czym chwalić.

Dołączając do wyzwania założyłam, że przeczytam:
"Myszy i ludzie" John Steinbeck,
"Koń i jego chłopiec" Lewis Clive Staples,
"Dewey: Wielki kot w małym mieście" Myron Vicki, Witter Brett,
"Folwark zwierzęcy" George Orwell,
"Krzyk czapli" Lian Hearn.

Co ważne, żadnej z nich nie przeczytałam. Przeczytałam za to "Triumf owiec" Leonie Swann, który bardzo mi się podobał.

Żeby nie okazać się zupełnie wyzwaniowo do kitu - poza książką Leonie Swann, przeczytałam:
- około kocie książki, które okazały się tym bardziej fajne, że już własnego kota mam:
"Kot w stanie czystym" T.Pratchetta,
"Uwaga! Złe koty! czyli kociaki, które zeszły na złą drogę" Jima Edgara,
"Zabawy z Kotem" Denise Seidl;
- książki z zwierzęciem w tytule, niekoniecznie w książce:
"Motylki: wstrząsająca opowieść anorektyczki" Laurie Halse Anderson,
"Tarantula" Thierry'ego Jonqueta,
"Mrówka w komputerze" Magdaleny Giedrojć;
- książki o zwierzęciu, bez zwierzęcia w tytule:
"Czarownica" Barbary Michaels;
- książki o zwierzęciu, ze zwierzęciem w tytule:
"Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata" Johna Grogana.

Niestety, napisałam tylko o dwóch z tych przeczytanych książek.
Na szczęście, postanowiłam trwać w tym wyzwaniu i w tym roku na pewno o przynajmniej pięciu książkach napiszę. Planów nie robię, bo pewnie jak zawsze nic z tego nie będzie.
W tym roku, czytam z moją Shirley ;-)

wtorek, 17 stycznia 2012

Rok w zwierzyńcu - podsumowanie

Nie udało mi się zrealizować planu, jaki sobie założyłam. Do przeczytania zostały cztery tytuły:
1. Mark Haddon - Dziwny przypadek psa nocna porą
2. Jean-Dominique-Bauby - Skafander i motyl
3. Doris Lessing - O kotach
4. Bohumil Hrabal - Auteczko
W zasadzie moje plany, mimo nieprzeczytanych kilku książek, nie wypadły tak blado. Poza planem doczytałam trzy książki, w tym dwie książki pani Braun z kociego cyklu i książkę marka Nowakowskiego "Domek trzech kotów" i muszę przyznać, że jest to moja ulubiona książka.Jestem właścicielką dwóch kotów, więc zapewne przewaga kocich tytułów nikogo tu nie zdziwi.
I cóż, chętnie podejmę wyzwanie zwierzyńcowe w tym roku, doczytam to ,co do czytania zostało na mojej liście i może trafię znów na jakieś kocie, interesujące tytuły.


piątek, 13 stycznia 2012

Pierwszy rok minął ;)

Witajcie moi mili,
ani się obejrzałam, a pierwszy rok naszego (bo tworzył go każdy z Was swoimi wpisami ;)) minął. Z radością patrzyłam na każdą nową notatkę i nowe i ciekawe książki, które warto poznać. Tak sobie też pomyślałam czy chcecie by wyzwanie trwało dalej? Prosiłabym o Wasze zdanie na ten temat. ;)


I jeszcze dwie małe prośby:
- jeśli wyzwanie ma trwać dalej: kto zostaje, kto chce zrezygnować, a może ktoś chce dołączyć (jeśli tak proszę o pozostawienie maila tu lub na mailu: papierowyzwierzyniec@gmail.com)?
- prosiłabym też o małe podsumowanie swoich wpisów i planów jeśli takie posiadacie ;).


Czekam na Wasz odzew ;) Ach bym zapomniała! Aby nie szukać regulaminu będzie on dostępny w zakładce u góry, tak samo i lista, która będzie zaktualizowana do końca stycznia.





Całusy, Bujaczek

niedziela, 8 stycznia 2012

Jak żyć z neurotycznym kotem - Stephen Baker

Jeśli nie wiesz tak naprawdę czy Twój kot jest neurotyczny, to wystarczy sobie odpowiedzieć na kilka prostych pytań. Czy dla gimnastyki Twój kot przewraca kosz na śmieci? Na przekąskę lubi jeść Twój obiad? A żeby okazać Ci swoją miłość kładzie się na książce, którą właśnie usiłujesz czytać? Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na którekolwiek z pytań to chyba wszystko jest jasne...
Więcej u mnie.

piątek, 6 stycznia 2012

Szarańcza

Owad, nawet metaforyczny, też zwierzę, więc pozwolę sobie zamieścić recenzję "Szarańczy" Gabriela Garcíi Márqueza (wyd. MUZA SA).


Jest taka minuta, w której dogorywa sjesta. Nawet skrzętna, tajemna, ukryta żywotność owadów ustaje w tej właśnie chwili; bieg natury zostaje wstrzymany; świat chwieje się na skraju chaosu, a kobiety wstają, zaślinione, z kwiatem poduszki wyhaftowanym na policzku, dusząc się od upału i lęku i myślą: "Jeszcze jest środa w Macondo". Wówczas znów przykucają w kącie, spajają sen z rzeczywistością i godzą się tkać szept, jakby był on olbrzymim prześcieradłem, tkanym wspólnie przez wszystkie kobiety miasteczka.[1]

Choć okres mojej największej fascynacji Márquezem przypadł na lata gimnazjalne i wraz z nimi bezpowrotnie przeminął, wracam czasem do jego utworów, gdy zatęsknię za takimi własnie zdaniami: Niestety w „Szarańczy”, króciutkiej powieści z początków kariery kolumbijskiego noblisty, nie ma ich zbyt wiele, brak również tak charakterystycznego, niespiesznego snucia opowieści, w których duchy przechadzają się między żywymi, a największe nawet klęski przyjmuje się z niezachwianym spokojem, melancholijnie patrząc w dal.
Pewnego dnia w Macondo potępiony przez mieszkańców i od lat żyjący w odosobnieniu lekarz popełnia samobójstwo. Choć gmin odmawia mu katolickiego pochówku, pułkownik, będący niegdyś gospodarzem doktora, postanawia spełnić złożoną przed laty obietnicę i wbrew woli ogółu pogrzebać zmarłego. Czym medyk zawinił miasteczku, a czym zasłużył na wdzięczność weterana? Pełna retrospekcji narracja prowadzona z perspektywy trzech osób-pułkownika jego córki Isabeli i wnuczka-stopniowo odkrywa przed czytelnikiem te tajemnice. Z opowieści wyłania się obraz bezlitosnej społeczności podobnej stadu dzikich zwierząt i rządzącej się własnymi prawami, w której nie ma miejsca na litość i współczucie. Kto choć raz przeciwstawi się wspólnocie mieszkańców, będzie wyklęty na zawsze.
A tytułowa szarańcza? To kompania bananowa-plaga, która znienacka spadła na miasteczko w pełni rozkwitu i, pożywiwszy się niczym chmara owadów na dorodnym zbożu, pozostawiła je bez życia, wprawiając mieszkańców w stan ponurej rezygnacji.
Umiejscowienie akcji i bohaterowie sprawiają, że „Szarańczę" można uznać za swoiste preludium historii o Macondo, wprawkę do „Stu lat samotności”. Ja jednak odnalazłam w niej raczej zapowiedź „Kroniki zapowiedzianej śmierci”, w której również niepisane prawo jest istotniejsze niż człowiek, a także echa wczesnych, bardzo abstrakcyjnych i pełnych niejasności opowiadań Márqueza, za którymi nigdy nie przepadałam. „Szarańcza” również wprawiła mnie raczej w konfuzję niż w zachwyt. Opowieść jakoś dziwnie rwie się i zacina, a odpychająca posępność sprawia, że chce się z niej jak najszybciej otrząsnąć, tak jak przepędza się uporczywego owada.





[1] Szarańcza", Gabriel García Márquez, przełożył Carlos Marrodán Casas, wyd. MUZA SA, Warszawa 1995, str. 54