wtorek, 27 grudnia 2011

Jaskółka i koliber


Jaskółka i koliber
Santa Montefiore
Wydawnictwo Świat Książki

Santa Montefiore – pisarka związana zarówno z Wielką Brytanią jak i Argentyną – osadza akcję powieści „Jaskółka i koliber” częściowo w Anglii, a częściowo w Argentynie.

Santa Montefiore chyba nie byłaby sobą, gdyby podstawowym wątkiem swej – całkiem sporej objętościowo – książki uczyniła coś innego niż miłosne zawirowania, którym w „Jaskółce i kolibrze” dodatkowo dodało smaku rozdzielenie kochającej się pary – Rity Fairweather i George’a Boltona. Ten młody człowiek – zanim zdążył dorosnąć – stanął przed koniecznością wyruszenia na wojnę. Rita obiecała, że będzie na niego czekać... I co było dalej? 

Więcej można przeczytać TUTAJ.

Królowa pszczół

Królowa pszczół - Katarzyna Krenz
Wydawnictwo Literackie

Królowa pszczół to najnowsza powieść Katarzyny Krenz, autorki znanej już z wcześniejszych powieści W ogrodzie Mirandy i Lekcja tańca oraz z tłumaczenia literatury pięknej: zarówno prozy jak i poezji.

Czego może się spodziewać czytelnik, który sięga po książkę zatytułowaną Królowa pszczół - opisu przyrodniczych obserwacji dotyczących tych mądrych i pracowitych owadów, czy może psychologicznych rozważań o dominacji w grupie lub zależności od innych, a może thrillera o morderczyni, która próbuje rządzić światem? Czy fakt, że razem z egzemplarzem recenzyjnym dostałam pachnący plaster miodu, przechyla szalę w stronę życia pszczół? Nic bardziej mylnego... Skoro nie, to jak się ma do tego tytułowa królowa pszczół? Z okładki spogląda arlekin, obok którego na białej podłodze z desek stoi ... walizka. Pewnie podróż, teatr, scena. Oprócz tego na samym początku powieści autorka umieściła przysłowie z Vermont We've got to trust someone - why not let it be the bee? (Komuś musimy zaufać - dlaczego nie pszczołom?) oraz wyjaśnienie, że bohaterowie i wydarzenia zawarte w powieści zostały wymyślone, "tylko Europa jest prawdziwa". Ponadto każdą z pięciu części poprzedza cytat z książki Maurycego Maeterlincka Życie pszczół. I jak to wszystko powiązać?

Więcej można przeczytać TUTAJ.

Uratować Sprite'a

Uratować Sprite'a. Opowieść miłośnika psów o psich radościach i tragediach
Mark R. Levin
Wydawnictwo Esprit


Uratować Sprite'a to pierwsza książka Marka R. Levina wychodząca poza tematykę polityczną i prawniczą. Ten popularny wśród Amerykanów prawnik i komentator polityczny, pracujący dla znanych stacji radiowych i telewizyjnych, postanowił uchylić drzwi swojego domu i zaprosić czytelników do spędzenia czasu towarzystwie swojej rodziny i dwóch psów - Pepsi i przygarniętego ze schroniska psa-staruszka Sprite'a. Ten inteligentny, oddany swej nowej rodzinie pies, dał wszystkim, których spotkał dużo więcej radości niż ktokolwiek z nich mógł się spodziewać. Książka ta jest czymś w rodzaju 'pomnika pamięci' Sprite'a. Jest to swego rodzaju pamiętnik z pobytu Sprite'a w domu Levinów, pamiętnik pełen emocji i uczuć dzielonych z czytelnikiem. Jest to książka dla określonej grupy czytelników, a dokładnie dla właścicieli i miłośników psów, którzy zrozumieją, jak bolesne może być rozstanie z czworonożnym przyjacielem. Zdecydowanie odradzam czytanie tej książki tym, którzy uważają za wariatów osoby rozmawiające ze swoimi czworonogami i traktujące ich jak członków rodziny. Oni nie zrozumieją.

Więcej można przeczytać TUTAJ.

Oskar. Kot, który przeczuwa śmierć


Oskar. Kot, który przeczuwa śmierć
David Dosa
Świat Książki

David Dosa to amerykański lekarz geriatra, który w swojej książce "Oskar. Kot, który przeczuwa śmierć" przedstawił kilka prawdziwych historii ludzi, którzy trafili do domu opieki Steere House na Rhode Island. Pensjonariusze domu opieki nie są jedynymi mieszkańcami tego miejsca. Mieszkają tam również… koty. Trudno uwierzyć, że są takie placówki medyczne, że „futrzak” nie jest traktowany jako potencjalny nosiciel wszelkiej zarazy, ale jako istota, która pełni ważną rolę w końcowym etapie życia pacjentów dotkniętych demencją czy inną chorobą charakterystyczną dla starszych osób.

Mimo że tytułowym bohaterem jest kot Oskar o niezwykłej i nie do końca dającej się wyjaśnić umiejętności wyczuwania nieuchronnie nadciągającego końca, to tak naprawdę bohaterów jest w tej książce wielu. Są to zarówno ci, których choroba dotknęła bezpośrednio, jak i ci, którzy starają się, choć nie zawsze umieją, pomóc swoim bliskim. Czasem zmuszeni są, aby patrzeć co dnia na ich powolne odchodzenie, czasem muszą się godzić z tym, że pewnego dnia nie zostaną rozpoznani przez osobę, z którą spędzili wiele lat i którą kochali, a czasem będą mogli cieszyć się z jeszcze jednej chwili, którą mogli ofiarować staruszkowi, którego już nie ma.

Dalszy ciąg recenzji TUTAJ.

Dziewięć wcieleń kota Deweya


Dziewięć wcieleń kota Deweya
Vicky Myron, Bret Witter


Wydawnictwo Znak

 Są ludzie, którzy sądzą, że nie istnieje coś takiego jak więź człowieka ze zwierzęciem, a jedyne co zwierzę może dać człowiekowi, to przywiązanie w podziękowaniu za „pełną miskę”. Sądzę, że są to poglądy ludzi, którzy nigdy nie mieli zwierzaka i dlatego nie zdołali doświadczyć wielu innych uczuć, które budzą się w człowieku pod wpływem zachowania futrzaka. Bohaterowie książki „Dziewięć wcieleń kota Deweya” są świetnym dowodem na to, że relacja człowiek-kocur to jednak dużo więcej niż zadowolenie z powodu zaspokojenia głodu. Opowieści o kotkach zebrane przez Vicky Myron są reakcją ich właścicieli na wiadomość o śmierci niezwykłego kota Deweya (można o nim poczytać również w książce „Dewey. Wielki kot w małym mieście”) i wywołane chęcią podzielenia się z innymi pamięcią o swoich czworonożnych przyjaciołach. Każda z tych opowieści to dowód na to, jak zwierzaki potrafią odpłacić człowiekowi za ciepło i miłość, jak ‘balsamują’ zasmuconą duszę i jak potrafią zmienić człowieka i jego spojrzenie na życie.

Dla miłośników kotów „Dziewięć wcieleń kota Deweya” to lektura obowiązkowa, choć polecam ją również tym osobom, które twierdzą, że kotów nie lubią. Może po przeczytaniu kilku prawdziwych opowieści uwierzą, że koty to naprawdę fajne zwierzaki. :-)


czwartek, 22 grudnia 2011

O motylach, ale nie tych w brzuchu...


Motyle to piękne i ulotne istoty, które zanim osiągną ten niemal idealny stan muszą przejść przeobrażenie. Podobnie dziewczyny, o których mowa w książce "Motylki" Laurie Halse Anderson. Po więcej zapraszam TUTAJ.

środa, 21 grudnia 2011

Kocie furtki i pułapki na myszy

Po lekturze poprzedniej książki Olivera Czarne koty i prima aprilis, z chęcią sięgnęłam po kolejną, opowiadającą już nie o zabobonach, ale o źródłach powstania przeróżnych przedmiotów codziennego użytku. W książce znajduje się prawie 200 historii mniej lub bardziej zaskakujących, ale wszystkich równie ciekawych, sprzętu domowego, żywności, kosmetyków, form rozrywek i wielu innych dziedzin. Historie są podzielone na kategorie określające w jakich okolicznościach mamy z tymi przedmiotami do czynienia.
Całość recenzji znajduje się na blogu ->http://moje-recenzje-ksiazek.blog.onet.pl/Kocie-furtki-i-pulapki-na-mysz,2,ID442363647,n

sobota, 26 listopada 2011

Dorota Sumińska, Świat według psa. Opowieść jamnika Bolka

Co prawda nie słuchałam ani nie oglądałam nigdy programów pani Doroty Sumińskiej emitowanych przez polskie radio i telewizję, ale o samej autorce słyszałam od dawna. Dlatego postanowiłam zapoznać się z niektórymi jej książkami. Mój wybór padła na dwie z nich: Autobiografię na czterech łapach oraz właśnie na Świat według psa. Po tę ostatnią sięgnęłam właśnie teraz dzięki stosikowemu losowaniu.

Muszę wyznać, że miałam pewne obawy kiedy rozpoczynałam lekturę opowieści jamnika Bolka. Ich przyczyną były dość zróżnicowane  recenzje tej książki. Teraz z całą świadomością mogę stwierdzić, że skłaniam się ku pozytywnym opiniom na jej temat.

Książka pani Doroty mnie oczarowała. Zarówno jej sposób pisania jak i sama postać narratora czyli przesympatycznego jamnika Bolka. Być może moja ocena nie jest do końca obiektywna, a raczej bliższa byłabym stwierdzenia, że w dużej mierze jest opinią subiektywną. A to za sprawą występujących tam zwierząt - nie potrafię chłodnym okiem spojrzeć na książki, w których bohaterami są zwierzęta i rzadko któraś z nich mi się nie podoba. Powiem nawet więcej - jeśli w jakieś innej powieści pojawi się, nawet gdzieś na dalszym planie, jakieś sympatyczne zwierzątko - nabieram do niej większej sympatii.

Świat według psa to powieść o zwierzętach, ale przede wszystkim o ludziach. uczynienie narratorem psa od razu sugeruje nam, że będziemy patrzeć na nasz świat właśnie z jego perspektywy. I tu pojawiają się wątpliwości - na ile to spojrzenie jest bliskie prawdy. Pani Dorota jest lekarzem weterynarii z wieloletnią praktyką, jest też autorką poradników o zwierzętach (m.in. Szczęśliwy pies, Szczęśliwy kot, Co warto wiedzieć o psie, Co warto wiedzieć o kocie) a także, jak wspomniałam na początku, autorką programów radiowych i telewizyjnych o zwierzętach. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że po tylu latach pracy ze zwierzętami zna je dobrze i rozumie ich zachowanie. Oczywiście musimy zdawać sobie sprawę, że to co pisze autorka jest jej spojrzeniem na świat zwierząt, ale spojrzeniem popartym wieloletnią praktyką. I jeszcze jedno - wyraźnie widoczna jest sympatia, a nawet powiedziałabym, że miłość, jaką pani Dorota darzy zwierzęta. Traktuje je podmiotowo, jako członków rodziny, a nie jak dodatek, który tak naprawdę wszystkim w domu przeszkadza. 
Mnie osobiście pani Dorota przekonała. W swoim życiu miałam już wiele psów i kotów (obecnie mamy w domu dwa psy i trzy koty). Zawsze traktowane były w naszym domu jak członkowie rodziny, domownicy o wielkim sercu. Przez tyle lat poznałam też ich zwyczaje i obyczaje. Wiem, że każdy z nich był swoistą indywidualnością. Nie ma takiego samego psa czy kota, jak praktycznie nie ma takiego samego człowieka. Każdy jest inny, niepowtarzalny. 

Tacy są właśnie bohaterowie powieści pani Sumińskiej i to zarówno ludzie jak i zwierzęta. 
Bolek to sympatyczny jamniczek, który w wyniku niekorzystnego dla siebie splotu okoliczności, został oddany do innego domu. I to co z początku wydawałoby się tragedią okazało się być dla niego lepszym rozwiązaniem. Spotkał bowiem panią, która jak nikt inny rozumiała zwierzęta darząc je wielką miłością. Irma traktowała bowiem swoje psy i koty jak członków swojej rodziny, rozumiała je jak nikt inny, potrafiła odgadnąć nie tylko, to co chciały, ale także i to co czuły. 
Bolek opowiada nie tylko o swoim życiu. Jego opowieść to także historie ludzi, z którymi się zetknął. Historie bardzo ciekawe, sięgające nawet czasów wojny. Poznajemy bowiem losy Irmy i jej męża Władka, Zosi i jej rodziny, Michała, a także Anuli i jej synka Maciusia. Są to historie piękne i smutne niekiedy. Mówiące o wielkiej miłości, przyjaźni poświeceniu, ale także o zdradzie, cierpieniu, bólu. 
Podobne opowieści snuje Bolek o przebywających w domu Irminy zwierzętach. Wiele z nich ukazuje ogromne cierpienie tych naszych braci mniejszych, cierpienie, którego przyczyną są przede wszystkim ludzie. I tak jak człowiek  potrafi często być przyczyną cierpienia drugiego człowieka, nawet tego, którego ponoć kocha, tak potrafi skrzywdzić zależne od niego całkowicie zwierzę. 
W powieści pani Doroty pojawiają się tacy ludzie, ale poczesne miejsce zajmują w niej ci, którzy potrafią kochać zarówno ludzi jak i zwierzęta. Emanująca z nich dobroć, miłość, empatia sprawiają, że bohaterowie, a także pewnie i my czytelnicy, odzyskujemy wiarę w ludzi, w ich dobre intencje. Choć w świecie przedstawionym przez autorkę jest miejsce na ból, cierpienie, utratę wiary w dobroć i miłość, jednak  nie jest to powieść pesymistyczna. Pani Sumińska pisze o negatywnych zachowaniach ludzi, bo taki jest nasz świat, często okrutny zarówno dla ludzi jak i dla zwierząt. Ale ważniejsze są dla niej te pozytywne postawy. Widać wyraźną zbieżność w zachowaniach ludzkich - ci, którzy potrafią być dobrzy dla zwierząt, są także wyrozumiali, czuli i kochający wobec swoich bliskich. W powieści pani Doroty sprawdza się powiedzenie, że dobroć człowieka spostrzega się w jego relacjach do dzieci i do zwierząt. Dlaczego? Bo zarówno dzieci i zwierzęta są słabsze i zależne od dorosłego.

Pani Dorota pisze prosto i przystępnie. Nie wpływa to jednak niekorzystnie na język powieści, który świadczy o erudycji i wyczucie autorki. Jest to także język bardzo emocjonalny, ale taki jest też stosunek pani Doroty do opisywanych wydarzeń. 

Gdybyśmy na świat patrzyli oczami psa nasze życie być może byłoby prostsze, nie marnowalibyśmy czasu i energii na to co zbyteczne i niepotrzebne, a więcej czasu poświęcilibyśmy na budowanie pozytywnych więzi pomiędzy najbliższymi. Myślę, że czasem człowiek powinien uczyć się od zwierząt i prostej matematyki uczuć - jeśli kogoś kocham, to kocham go bezgranicznie. Pies potrafi lizać rękę, która go bije i odpycha. Niektórzy nazywają to głupotą. Są też tacy, którzy mówią o bezgranicznej miłości i wierności. Każdy ma prawo do własnego zdania.

wtorek, 22 listopada 2011

Maria Nurowska- Nakarmić wilki

Mniej przychylne i niepochlebne opinie nie są w stanie odwieść mnie od zamiaru przeczytania książki. Tak było i tym razem. O książce Marii Nurowskiej „Nakarmić wilki” naczytałam się wiele. Trochę dobrego, więcej złego. Pozostałam jednak głucha na sugestie innych bo moje oczy widziały tylko jedno: Bieszczady.  To właśnie w bieszczadzkich lasach, tak bliskich memu sercu autorka osadziła akcję niniejszej książki. W Bieszczadach jest wszystko co piękne, ślady kultur pogranicza skrywane w opuszczonych w pośpiechu wsiach, samotne cmentarze i drewniane cerkwie będące świadectwem wiary Łemków i Bojków.

Nurowska poświęciła swą książkę wilkom, to właśnie one są tu spoiwem i motywem przewodnim. Katarzyna, studentka SGGW ma przeprowadzić w Bieszczadach badania do swej pracy doktoranckiej, dotyczącej migracji wilków. Wprowadza się do prowizorycznej chaty usytuowanej w środku lasu, którą, oprócz niej zamieszkują dwaj inni naukowcy, Klunej i Olgierd. Badania przyszłej pani doktor polegały na obserwacji życia i zwyczajów wilków co muszę przyznać dla mnie stanowiło ciekawą lekcję zoologii i bogate źródło wiedzy. Warto dodać, że powieść ma wiele z autentyczności, bowiem pierwowzorem głównej bohaterki jest Katarzyna Pleskot, studentka wyżej wspomnianej uczelni, która zajmuje się monitoringiem i obserwacją populacji wilka na terenie Ciśniańsko – Wetlińskiego Parku Krajobrazowego.
 
Ciąg dalszy  Zapraszam

wtorek, 8 listopada 2011

„Spacer po szczęście” – Lucy Dillon

Czasem dzieje się tak, że ktoś nam bliski umiera, a my wtedy tracimy chęć do życia, wszystko traci sens, musimy uporać się z pustką, osamotnieniem i rozczarowaniem. Potrzeba nam czasu na pogodzenie się z tym co nas spotkało. Pragniemy być sami, ale to na dłuższy czas nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem i wtedy właśnie pomoc niosą przyjaciele, rodzina, a nawet… pies.


Na całość recenzji zapraszam na Zapatrzona w książki

poniedziałek, 31 października 2011

"Kucykolandia. Z krainy kucyków", Joanna Łukowska

 Wyd. RW2010

Z natury strasznie uprzedzona jestem do kucyków, zwłaszcza w bajkach dla dzieci. Kojarzą mi się ze znanymi tęczowymi kucykami Pony i jako takie wywołują dreszcze wstrętu. Producenci tych nieszczęsnych zabawek posunęli się już do tego stopnia, że włożyli kucykom pieluchy, smoczki i nauczyli je mówić ludzkim głosem (po angielsku oczywiście...). I jak tu lubić kucyki, gdy kojarzą się z różowym lub fioletowym kolorem i tęczową grzywą...? Na szczęście trafiłam na niewielką książeczkę J. Łukowskiej, która zupełnie odmieniła mój stosunek do tych ciekawych zwierząt. 

Ciąg dalszy na MOIM BLOGU. Zapraszam!

Nie będę, widać, oryginalna... "Strzeż się psa"

wyd. Oficynka
seria: ABC kryminału na wesoło! 

Wy nie wiecie, a ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem, bo poznałem język psi, gdy mieszkałem w pewnej wsi* Oto pierwsze myśli jakie ukazały się z mojej głowie po przeczytaniu najnowszej powieści kryminalnej Izabeli Szolc. I mimo, iż piosenka Adasia Niezgódki z "Akademii Pana Kleksa" mówi o zupełnie innym psie niż główny bohater historii z dreszczykiem, nie powinno się też porównywać treści książki Jana Brzechwy dla najmłodszych z powieścią Izy Szolc, to jednak nie ukrywam, że obie historie wywołują u mnie uśmiech na twarzy. Obie są bowiem równie cudaczne i nierealne. Cóż tak rozbawiło mnie z psim kryminale? Zaraz wam opowiem.

Ciąg dalszy opinii na MOIM BLOGU, zapraszam!

czwartek, 27 października 2011

Ach te psy...


Kiedy my, ludzie, śpimy sobie spokojnym snem lub roztrząsamy zwykłe nudne ludzkie sprawy, w świecie psów toczy się walka na śmierć i życie. Bo psy – drodzy właściciele czworonogów – z honorem codziennie stają w naszej i własnej obronie, narażając swoje życie i pełną miskę. Kiedy więc na pewnym osiedlu zaczyna się dziać źle, do akcji wkracza nastawiony do życia ironicznie i z dystansem bloodhound Albrecht o szlachetnym rodowodzie detektywistycznym. Tak więc kryminaliści strzeżcie się psa, bo on nie zna litości!



Autor: Izabela Szolc
Wydawnictwo: Oficynka
Wydano: 23 września 2011
stron : 168
okładka: miękka
seria: ABC


Jestem pod ogromnym wrażeniem autorki powieści "Strzeż się psa" - Izabeli Szolc. Nie tyle jej książka tak mnie poruszyła, choć też, a  jej osoba. Kobieta, które ma ogromnie wrażliwe i bardzo dobre serce. Jest ambasadorką wegetarianizmu w Polsce. Uwielbia zwierzęta, robi wszystko by polepszyć los psów i kotów bezdomnych, marzy o tym, by stworzyć im spokojny i bezpieczny azyl. Tantiemy z książki w całości przeznaczyła na fundację VIVA. "Strzeż się psa" jest hołdem złożonym przez autorkę psiej inteligencji, osobiście ja nisko kłaniam się pani Izabeli, za to co robi dla tych wszystkich zwierząt potrzebujących pomocy, mam nadzieję, że spełnią się jej marzenia...

Żałuję, że wcześniej nie pokusiłam się o przeczytanie książek Izabeli Szolc. "Strzeż się psa" to niesamowita lektura, która przekonuje nas do tego, że psy są niezwykle wspaniałymi obserwatorami, ba inteligentami, którzy wiedzą i widzą więcej niż nam się wydaje. Głównym narratorem powieści jest Albrecht, dla przyjaciół Al. Jest jednym z wielu psów zamieszkujących blokowisko, ukazany jest jako inteligent, który ma poważanie innych. Jego wiedza jest niesamowita, oczytany, wszechwiedzący, a zarazem niezwykle sympatyczny. Gdy na jego osiedlu dochodzi do tajemniczych morderstw. Al postanawia wkroczyć do akcji, w końcu szczyci się szlachetnym rodowodem bloodhouda i niezłym nosem detektywa...Czy Albrechtowi uda się ustalić mordercę jego przyjaciół i znajomych? Koniecznie musicie sięgnąć po ten psi kryminał.


Izabela Szolc miała rewelacyjny pomysł, by napisać psi kryminał, chyba pierwszy taki w Polsce. Pomysł  z Alem - narratorem książki niezwykle trafiony. Do tego dochodzi wątek kryminalny, który okazał się moim zdaniem podtekstem do osób, które krzywdzą zwierzęta, a tych niestety nie brakuje. Nasze prawo zbyt łagodnie traktuje brutali, którzy wyżywają się na psach i kotach, z pewnością też na innych zwierzętach. Mam nadzieję, że z czasem prawo zostanie zaostrzone, a osoby, które nie maja litości dla czworonogów otrzymają karę, którą odczują i to na długie lata!
"Cholera jasna! Człowiek nigdy niczego się nie nauczy!"
Styl i lekkość z jaką pisze Izabela Szolc niezwykle mi odpowiada, dlatego z przyjemnością sięgnę po inne powieści autorki. Mam cichutką nadzieję, że pani Szolc stworzy kiedyś niezwykłą powieść o kociej inteligencji. Jako osoba kochająca koty, zdecydowanie takową bym przeczytała. Nie mogę wspomnieć o języku, który jest dość bezpośredni, a zarazem prosty. Autorka niezwykle sprawnie wplotła mnóstwo cytatów, które idealnie się wkomponowały w całość. Wszystko zostało okraszone humorem. "Strzeż się psa" jest godne polecenia. Świetny psi kryminał z wartką akcją, niezwykłym humorem i drugim dnem, z którego można wiele wyczytać, jeśli tylko się chce. Polecam głównie miłośnikom zwierząt, ale także osobom, które nie gardzą dobrym kryminałem.

Za prezent książkowy dziękuję panu Kazimierzowi, który zapoznaje mnie z pisarkami, których nie miałam jeszcze przyjemności "poznać" ... Dziękuję  


wtorek, 25 października 2011

Uważaj, twój pies cię obserwuje...

Poznajcie się - oto Albrecht, dla znajomych Al. Razem z Laurą, właścicielką niewielkiej agencji PR, mieszka w blokhauzie na przedmieściach Warszawy. Erudyta - inteligentny, chętnie posługuje się językiem włoskim i łaciną, zna dzieła filozofów starożytnych,ma własne zdanie na temat kina i literatury z wyższej półki ale przyznaje się również do znajomości książek i filmów z nurtu popularnego. Naturę ma może nieco melancholijną, ale jest ogólnie lubiany, a nawet można się pokusić o stwierdzenie, że jego otoczenie darzy go szacunkiem. To z grubsza byłoby tyle na jego temat...
A przepraszam, zapomniałam o najważniejszej sprawie - Al nie jest jakimś zwykłym facetem, jest czystej krwi (no prawie czystej, bo jedna z prababek zapomniała się swego czasu z mastifem brazylijskim)  bloodhoundem, zwanym w średniowieczu psem św. Huberta.

Al jest beznadziejnie zakochany w swojej pani, ale nie przeszkadza mu to w obserwacji co ponętniejszych suczek zamieszkałych w okolicy. A okolica piękna i przyjazna dla czworonogów - trawniki między blokami gdzie można pobiegać, a na wyciągnięcie łapy las stworzony wręcz do długich spacerów.
Pewnego dnia spokojnym osiedlem wstrząsa makabryczne odkrycie - przy jednej z leśnych ścieżek zostają odnalezione zwłoki dalmatyńczyka Aleksandra. Bliższe oględziny wykazują, że został on uduszony a następnie porzucony w lesie. Na psy jak również na właścicieli pada blady strach a to dopiero początek ich kłopotów.

Po raz pierwszy z Izabelą Szolc, autorką książki "Strzeż się psa" spotkałam się przy okazji zbioru opowiadań pt. "Naga" o których pisałam TUTAJ. Wydawało mi się, że wiem czego się mogę spodziewać i nastawiłam się na literaturę wymagającą i wzbudzającą ogromne emocje. Tymczasem otrzymałam coś zupełnie innego - perełkę skrzącą się dowcipem, z licznymi nawiązaniami do filozofii, literatury, kina i innych dziedzin kultury i nauki. Powieść jest zabawna i wciągająca, psie towarzystwo wykazuje niezwykłe podobieństwo do swoich właścicieli, przyjmując do siebie ludzkie wady i przyzwyczajenia. Pod wątkiem komediowo-kryminalnym kryje się jednak drugie dno. Książka, chociaż na pierwszy rzut oka opowiada o czworonogach, jest niezwykle trafnym studium nas samych, ludzi początku XXI wieku, dla których priorytetem jest sukces zawodowy, angażujących się w krótkotrwałe i mało stabilne związki, chwiejnych emocjonalnie i przede wszystkim bardzo samotnych. Jakże często najbliższą osobą staje się w takiej sytuacji pies - wierny i przywiązany do swojego pana czy pani, ale siłą rzeczy nie będący w stanie zastąpić drugiego człowieka.

Al i jego przyjaciele są bardzo spostrzegawczy i zdarza im się często plotkować o swoich właścicielach oraz ich oceniać. Niestety te oceny rzadko bywają dla nas pozytywne. I przyznam się, że czytając tę historię zastanawiałam się jakie świadectwo wystawiły by mi moje domowe psy...

Serdecznie polecam - książka zapewni wam kilka godzin doskonałej rozrywki w towarzystwie psów i ich właścicieli. A ja tymczasem czekam na kolejną książkę Izabeli Szolc - ciekawe jakie swoje nowe wcielenie nam zaprezentuje?



poniedziałek, 17 października 2011

Koty i ich sławni ludzie - Andżelika Piechowiak




Nie będzie wielkim odkryciem jeśli napiszę, że kota nie można mieć. Co najwyżej kot może mieć nas. Sofi zamieszkała u nas stosunkowo niedawno, ale bardzo wyraźnie widzę już różnice między nią a Sonią. To już nie jest kochana psina, która przyleci na każde zawołanie, dla której każdy dotyk, pogłaskanie i przytulenie jest niesamowitą przyjemnością, na którą czekała czasem z utęsknieniem cały dzień. Kot to kot, jak jej się zachce to ewentualnie da się pogłaskać, ale z przytulaniem nie przesadzajmy...


Reszta u mnie.

piątek, 7 października 2011

Bardziej tuńczyki niż delfiny



 Sabina Berman snuje przed naszymi oczami przepiękną opowieść o Karen Nieto - dziecku, dziewczynie i wreszcie kobiecie naznaczonej autyzmem. Osobie, którą testy psychologiczne w 90% plasują gdzieś pomiędzy debilem a idiotą ale równocześnie wskazują, że pod względem niektórych umiejętności znajduje się na samym szczycie populacji. Karen mówi o sobie, że nie potrafi kłamać i nie rozumie metafor - dla niej czarne jest czarne a białe jest białe i zawsze mówi to co myśli.

Poznajemy ją w wieku około 10 lat, kiedy jej ciotka Isabelle dziedziczy po siostrze przetwórnię tuńczyków i stary dom a wraz z nim dodatkowy i zupełnie niespodziewany bonus w postaci zdziczałej, mieszkającej w piwnicy i jedzącej piasek istoty. Isabelle postanawia zaopiekować się dziewczynką i w przeciągu kilku lat udaje się jej zmienić małą dzikuskę w myślącą, samodzielną młodą kobietę. Ciotka przygotowuje również Karen do objęcia w przyszłości rodzinnej firmy co jest tym trudniejsze, że coraz więcej organizacji ekologicznych protestuje przeciwko niehumanitarnym metodom pozyskiwania mięsa tuńczyka. Jak poradzi sobie z tym dziewczyna uważana przez większość swojego otoczenia za osobę upośledzoną? Czy istnieje możliwość pogodzenia praw zwierząt z potrzebami człowieka? I czy rzeczywiście dysfunkcje rozwojowe przekreślają możliwość normalnego życia?

Cała recenzja TUTAJ

A. Nothomb - Dziennik Jaskółki



Ostatnimi czasy blogowy wszechświat rozpływał się w pochwałach za sprawą najnowszej powieści Amélie Nothomb. Nie pozostając bierną i głuchą na słowa zachęty sięgnęłam po oczekujący w czytelniczej kolejce „Dziennik jaskółki”.

Króciutka, bo zaledwie 77-stronicowa powieść przytacza historię pewnego mężczyzny. Nie znamy jego imienia, wiemy, że w przeszłości był kurierem, zwolnionym za potrącenie staruszka. Utrata pracy to jednak nie jedyna bolączka. Ów człowiek po drodze stracił sens życia, przyjemność i spełnienie dawno odeszły w niepamięć a  samotność potęgowała uczucie melancholii. Czy już wtedy ścieżka szaleństwa stała otworem?
 

wtorek, 20 września 2011

„Wybierz psa dla siebie” – David Alderton

          Każdy wielbiciel psów staje kiedyś przed wyborem jakiego sobie wybrać. Często kierujemy się tym, że szczeniak nam się podoba. Rzadko kiedy jednak myślimy o tym czy będziemy później w stanie zaopiekować się naszym czworonożnym przyjacielem. Czy starczy nam czasu, miejsca jak i pieniędzy.

Na całość recenzji zapraszam do mnie: Zapatrzona w książki

niedziela, 18 września 2011

"Requiem dla wilka" Maria Nurowska


Znakomita powieść o zauroczeniu cudzym losem, rozdarciu i pasji. O zagadkowym świecie dzikich zwierząt, który staje się obsesją.

Wydawnictwo: W.A.B
Wydano: 2011
stron
PREMIERA: 21.09.2011 


Dzięki wydawnictwu mogłam poznać historię Joanny nieco wcześniej, jeszcze przed premierą, ogromnie z tego się cieszę. "Requiem dla wilka" to kontynuacja rewelacyjne powieści Marii Nurowskiej "Nakarmić wilki", która okazała się być interesującą powieścią, niestety o tragicznym zakończeniu. Nie myślałam, że pojawi się kontynuacja i będę mogła wrócić już do znanych mi zakątków uroczego miejsca w Bieszczadach. Widać autorka postanowiła zaskoczyć swoich czytelników. Niespodzianka się udała, jednak nie do końca okazała się być fantastyczna...


Joanna to początkująca reżyserka, dla której idolem jest Jerzy Glinicki, znany w szerokim świecie reżyser. Opuścił gorące Malibu, by osiąść w Bieszczadach. Właśnie tam odnajduje go Joanna, która planuje nakręcić film dokumentalny o swym idolu. Przypadek sprawia, że dowiaduje się o Kasi, która została postrzelona przez kłusownika. Zmienia swe plany, odszukuje wszystko co dotyczy Katarzyny Lewickiej. Planuje porozmawiać z mieszkańcami, nie jest to proste, iż miejscowi nie chcą o tym zdarzeniu opowiadać. Joanna postanawia zamieszkać w Bieszczadach, w miejscu, którym mieszkała Kasia, Olgierd i Marcin. Choć ten ostatni jej wyraźnie odradza, kobieta stawia na swoim, by żyć jak Katarzyna i podążać jej śladami sprzed wypadku. Czy uda jej się zrealizować film dokumentalny o Katarzynie Lewickiej? Czy zdobędzie zaufanie miejscowych? Czy da radę w spartańskich warunkach?

Na te i wiele innych pytań można znaleźć odpowiedź czytając powieść. Maria Nurowska zdobyła moją sympatię przede wszystkim za wspaniały styl, prostotę, a jednocześnie za wyraziste postaci z charakterem. Ogromne wrażenie zrobił na mnie opis przyrody, który był delikatny, a zarazem fantastycznie opisany, miało się wrażenie, że czuje się zapach lasu, słyszy śpiew ptaków, a na koniec wycie wilków. "Requiem dla  wilka" zaskoczyło mnie pozytywnie, choć nie przeczę, że także rozczarowało...
Autorka zaskoczyła mnie tą powieścią. 
Nie wiem czy polubiłam Joannę, z pewnością lubiłam Kasię. Może właśnie jak przyjaciele Katarzyny nie umiałam z początku pogodzić się z jej śmiercią, pogodzeniem się z tym, że pojawia się nagle kobieta, która zaczyna żyć jak Lewicka, myśleć jak Lewicka, oglądać to co oglądała Lewicka, a przede wszystkim sięgać po...Nie będę pisać szczegółów i tym samym psuć lektury innym. Z pewnością warto poznać losy Joanny, która stąpa śladami Katarzyny....

Rewelacyjnym dodatkiem okazały się zapiski Jerzego Glinickiego, który notując swoje przemyślenia, nie omieszka wspominać o przeczytanych książkach, większości literatury rosyjskiej, która choć mało znana, okazuje się być bardzo wartościowa. Jako reżyser nie rezygnuje z dobrych filmów, które z przyjemnością omawia z pewną młodą reżyserką...

Powieść ma ogromne plusy, niestety według mnie również minus. "Requiem dla wilka" to piękna i  emocjonalna  historia, która ma miejsce w uroczych Bieszczadach, kojarzących się nam  z cudownym światem pełnym flory i fauny. Nie do końca uprzemysłowione, gdzie jest jeszcze jakaś nadzieja na to, by człowiek jakiś czas nie ingerował w te miejsca. Niestety autorka w ten cudowny świat przyrody postanawia włączyć czarny świat polityki, tym samym mnie odstraszając. Wiem, że od politycznych tematów się nie ucieka, ale uważam, że nie po to przenoszę się do świata wilków, lasów i generalne wspaniałej przyrody, by natykać się o partie polityczne, które już wystarczająco rządzą mediami.


Maria Nurowska napisała bardzo dobrą powieść, którą czyta się szybko. Niestety mnie zabrakło tych wspaniałych opisów bieszczadzkiej przyrody, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie w "Nakarmić wilki". Odstraszyły opisy polityki i wypadku w Smoleńsku, myślę, że już wystarczająco jest tego wszystkiego w mediach, nie koniecznie chce się o tym jeszcze czytać. Nie mniej jednak "Requiem dla wilka" jest wspaniałą powieścią o zauroczeniu cudzym losem, dzikimi zwierzętami, a także o wspaniałych pasjach. Nie zabraknie też fascynującej i pięknej Toskanii czy też bieszczadzkiej przyrody. Polecam, bo warto poświęcić swój wolny czas na przeczytanie najnowszej powieści Marii Nurowskiej.


O "Nakarmić wilki" pisałam TUTAJ

sobota, 10 września 2011

"Wojtek z Armii Andersa" - Maryna Miklaszewska


Niemal każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu wychował się na "Czterech pancernych i psie". Czterech facetów z różnych warstw społecznych (a nawet zróżnicowanychnarodowościowo ), piękne kobiety (w mundurach), sympatyczny czworonóg i Rudy 102. Nikt wprawdzie nie mówił skąd to całe towarzystwo wracało i jak znaleźli się za Wołgą. Ale i tak historia "Pancernych", mimo, że zafałszowana, zawładnęła wyobraźnią, zwłaszcza młodszego pokolenia.
Maryna Miklaszewska i Maria Dłużewska postanowiły pójść tym tropem i napisać scenariusz serialu o Armii Andersa. Nie wiem, czy sugerowały się historią 'Pancernych" gdy pisały "Wojtka". ale jedno jest pewne- nic tak nie kształtuje zbiorowej wyobraźni jak film, a już zwłaszcza serial. Powtórzonypentylion razy w telewizji, zostaje w głowie oglądającego już na zawsze.
Niestety , TVP nie była zainteresowana jego produkcją (były pewnie bardziej priorytetowe cele, jak film fabularny o piciu taniego wina pod płotem, bądź jakaś przeróbka brazylijskiego serialu). Zamiast tego - mamy książkę.
"Wojtek z Armii Andersa" Maryny Miklaszewskiej opowiada o losach kilkorga ludzi, od momentu "amnestii" obywateli polskich więzionych na terenie ZSRR (Układ Sikorski- Majski w czerwcu '41), ich rozpaczliwej ewakuacji, poprzez Iran , Palestynę. Akcja urywa się po zamachu na gen. Sikorskiego (lipiec '43), potem mamy tylko dwa epizody: Monte Cassino i Londyn w maju '46.
Bohaterowie to prawdziwa galeria postaci, oprócz żołnierzy wywodzących się z różnych środowisk, znajdzie się tak ze mały chłopiec (wieczny uciekinier- Wojtuś), noszący to samo imię niedźwiedź i ...szalejący reporter, którego pierwowzorem był Melchior Wańkowicz.
A w tle - wielka historia a do tego tabun historycznych postaci. Jeśli z II Korpusem związane było jakiekolwiek nazwisko wymieniane w encyklopediach - możemy być pewni, że prędzej czy później jego właściciel przemknie przez karty książki. Sporo tam mało znanych epizodów- np. Parada Zwycięstwa w Londynie 8 maja 1946, w której wzięli przedstawiciele wszystkich armii koalicji antyhitlerowskiej ...poza Polakami.
Zresztą - w tym szaleństwie jest metoda. Kurs historii najnowszej, zarówno w LO jak i podstawówce przechodziłam już po '89, ale i tak jakoś dziwnym trafem koncentrował się on na armii gen. Berlinga i szlaku "Od Lenino do Berlina". Podejrzewam, ze w kolejnych rocznikach mogło nie być dużo lepiej.
W książce da się wyczuć jej "filmowe" pochodzenie, głównie w sprawnych dialogach ze sporą ilością dobrych tekstów. Charakterystyki bohaterów też są siłą rzeczy skrótowe a całość ma raczej charakter popularny. Zresztą- całe szczęście- gdyby do historii, która siłą rzeczy jest małooptymistyczna (Polska de facto przegrała II WŚ i żaden z bohaterów książki nie powrócił do Polski), dorzucić jeszcze jakąś ciężką psychologię- byłby to murowany przepis na zakalec. A tak- mamy danie pyszne i pożywne. Przynajmniej mi - bardzo smakowało:).
I jeszcze jeden temat - bibliografia. Mimo, że książka nie jest dziełem naukowym, lista źródeł obejmuje jakieś 100 pozycji. Jakiś czas temu pewien blogowy kolega narzekał na niską jakość literacką wszelką wspomnień, ale zbibliografii "Wojtka" udało mi się wynotować sporo książek, po które chętnie bym sięgnęła, i które nie powinny razić nieporadnością.
Na mojej liście lądują zatem: Beata Obertyńska, Ferdynand Goetel, Józef Czapski... no i Hanka Ordonówna z "Tułaczymi dziećmi".

Acha - w 2011 ukazała się książka o podobnym tytule „Niedźwiedź Wojtek. Niezwykły żołnierz Armii Andersa” Aileen Orr. Umieram z ciekawości, czym obydwie książki się rożnią:).

środa, 17 sierpnia 2011

"Pod żabą" Tibor Fischer

"Pod żabą" to zabawna historia dwóch młodych chłopaków w czasach stalinowskich na Węgrzech. Brzmi dziwnie? Podejrzewacie, że może ktoś tu napisał "Rok 1984" na wesoło? Przyznam, że sama mam mieszane uczucia, i nie wiem, jak się do tej książki odnieść. Z jednej strony JEST zabawna. Dałoby się z niej wynotować kilkaset cytatów będących mini- skeczami. Aż się dziwię, że nie została szerzej rozreklamowana w Polsce, jako przykład, jak pisać o historii na wesoło, i bez tej przebrzydłej martyrologii, której tak wszyscy nie lubią.
Z drugiej strony zawiera jednak przekłamania historyczne, które z komunizmu robią rodzaj folkloru. Niespecjalnie jestem w stanie uwierzyć w opisane w książce gierki z bezpieką, przypominające przekomarzanie się małych chłopców i "niegroźne" donosy. Nie było bowiem czegoś takiego, jak donosy, które nie szkodzą. Z trzeciej strony zaś... może można to autorowi wybaczyć. Nie jest Węgrem a Madziaro-Brytyjczykiem, opisaną historię zna zaś z drugiej ręki. Sama już nie wiem.
Cytaty:

" ... w czasie wojny przewinęły się przez Budapeszt hordy polskich żołnierzy, przemykających z jednego frontu na drugi. Twardzi, zdecydowani na wszystko faceci, rozgoryczeni, ze nie mają akurat do kogo strzelać, i nieustannie debatujący, kto ma być następny na czarnej liście: Niemcy czy Rosjanie. Nie do pojęcia było, że w regionie, w którym narody nie znosiły się przykładnie i większość czasu spędzały na politykowaniu, Polacy i Węgrzy darzyli się przyjaźnią głęboką i zakorzenioną w dawno minionych stuleciach". [1]
"To oczywiście łut szczęścia typowy dla niego: widzieć na własne oczy samobójstwo, i to w chwili, gdy spóźnia się do pracy. (...) Należało też uszanować akt samobójstwa jako narodową rozrywkę Węgrów. Gyuri nie orientował się, jak wyglądają statystyki samobójstw w dobie ustroju socjalistycznego. Niewykluczone, że ktoś mógł zakazać ich sporządzania. W każdym razie odpowiedzialnością za popularność aktów "zrób to sam" nie można obarczać wyłącznie przedsiębiorstwa Rakosi i S-ka. Przez długie stulecia ci Węgrzy, którym nie udało się wpaść w sidła armii zmiatanych z powierzchni ziemi, bez skrupułów rozstrzeliwali sobie mózgi lub na inny sposób postanawiali uwalniać dusze z więzów ciała. Wystarczyło trochę wolnego czasu, kilka dźwięków nostalgicznej muzyki, i już Węgier był gotowy do odjazdu z tego świata." [2]



[1] "Pod żabą" Tibor Fischer, Poznań 2002, s. 206
[2] tamże, s. 99-100

piątek, 12 sierpnia 2011

"Korzenie nieba" - Romain Gary

Romain Gary to doskonały pisarz (jedyny w historii podwójny laureat Nagrody Gouncortów, którą można dostać tylko raz, jak tego dokonał możecie sprawdzić tutaj) i człowiek o niezwykle enigmatycznym i ciekawym życiorysie. Nie wiadomo skąd pochodzi, nie wiadomo kiedy się urodził. Jego historia to ciąg anegdot , czasem niezwykłych (np. historia wykorzystana przez C. Ahern w "P.S. Kocham Cię", wydarzyła się naprawdę, tyle, że listy zza grobu były wysyłane przez matkę dla syna (którym był Gary).
"Korzenie nieba" to lektura obowiązkowa dla miłośników ekologii. Powiem szczerze, że ja się już do nich nie zaliczam, co najwyżej w skali mikro. W walce z globalnym ociepleniem widzę przede wszystkim świetną okazję, żeby nakładać kolejne podatki, i ograniczać konkurencyjność młodych gospodarek. A hasła "Człowiek rakiem planety" kojarzą mi się jak najgorzej, ostatecznie raka należy zwalczać. Słowem - moje podejście do tematyki eko jest nieco cyniczne. Tym lepiej czytało mi się o Afryce lat 50-tych, gdy ekologia była w fazie romantycznej. Chodziło po prostu o poprawę losu mordowanych zwierząt, i nic więcej. Przynajmniej, jeśli chodziło o jednego człowieka- bojownika Morela. Jednak gdy postanowił wystąpić zbrojnie w obronie słoni, bardzo szybko przyłączył się do niego tlum ludzi, stawiający sobie całkiem inne cele (od rabunkowych po nacjonalistyczne). A do tego na całym świecie zaczęła sie wielka medialna kampania...
Gary wyszedł od wizji romantycznej, chciał przeciwstawić ekologię ideologiom, ale niechcący pokazał, jak te dwa nurty się łączą. Co więcej, zwrócił uwagę na to, że już u swoich podstaw ekologia może być wroga człowiekowi.
Myślę, że to ciekawa pozycja, zwłaszcza dla zainteresowanych tematem.
Dużym plusem jest też po prostu warstwa literacka, świetnie odmalowana atmosfera czy wyraziste postaci.




poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Mój pies jest najlepszym psem na świecie - Suzy Becker


Że pies najlepszym przyjacielem człowieka jest wiadomo nie od dziś. Że wśród nas ich miłośników nie brakuje też nie jest żadną nowością. Za to zaskoczeniem może się okazać to, jak niewiele, w gruncie rzeczy, nasi pupile się od siebie różną. A może po prostu Becker napisała o MOIM psie?
Reszta u mnie.

piątek, 5 sierpnia 2011

Kot w stanie czystym - Terry Pratchett



Kot w stanie czystym
to książka napisana właśnie w imieniu członków Kampanii na rzecz Prawdziwych Kotów, która o tę prawdziwość właśnie bezustannie walczy.
Pratchett w imieniu rzeczonych członków pisze więc o rasach kotów, i nie są to bynajmniej rasy o których słyszymy na co dzień. Przedstawia też możliwości zdobycia sierściucha, imiona którymi posługują się właściwie wszyscy właściciele kotów. No i wiele innych rzeczy, bo Kot w stanie czystym składa się z 19 rozdziałów, z których każdy obejmuje osobne zagadnienie.
Reszta u mnie.

niedziela, 24 lipca 2011

„Dziewczyna, która pływała z delfinami” – Sabina Berman

„Mówię o tym, bo to duża różnica między mną, a ciotką – ona uważa, że słowa to rzeczy, które istnieją. Ja natomiast wiem, że to tylko zlepki dźwięków, bo rzeczy, które istnieją, nie potrzebują słów, żeby istnieć”*

      Nigdy tak naprawdę nie wiemy co siedzi w głowie człowieka, który boryka się z chorobami umysłowymi. Czego się boi, co sprawia mu radość. Najtrudniej chyba odgadnąć uczucia człowieka autystycznego. Taki człowiek nie zna ironii, smutku, radości. Dla niego czarne to czarne, a białe to białe. Przedstawiam Wam Karen – dziewczynę z innym spojrzeniem na świat. 
 
Cała recenzja na Zapatrzona w książki

środa, 20 lipca 2011

Dziewczyna, która pływała z delfinami - Sabina Berman


Och, jak ja nie lubię porównań. Strasznie nie lubię, a zawsze się na nie łapię. No bo jak nie skusić się na książkę, którą porównuje się do dzieł znanych i lubianych, do książek (czy filmów), które czytałam z fascynacją i zachwytem? Łapię się zawsze na te porównania, ślinię się na te książki, bo myślę sobie, że wreszcie coś co dorówna temu czy tamtemu. Rzadko dorównuje, niestety...
Reszta tu.

środa, 13 lipca 2011

Żyjący z wilkami - Shaun Ellis, Penny Junor


Shaun Ellis wychował się na wsi, niedaleko Norfolk. Już w dzieciństwie miał styczność z dzikimi zwierzętami, lubił wymykać się z domu, aby podglądać lisy w ich naturalnym środowisku. Obserwował ich zwyczaje, uczył się ich zachowań, a nawet wziął pod opiekę młodego liska, który prawdopodobnie stracił matkę. To chyba właśnie wtedy narodziła się jego fascynacja wilkami, jako tymi zwierzętami postrzeganymi przez większość z ludzi za najniebezpieczniejsze. Albo może stało się to dużo wcześniej. Zresztą to tak naprawdę mało ważne...
Reszta tu.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Dmitrij Strelnikoff : "Złote ryby"




Dmitrij Strelnikoff to rosyjski pisarz, biolog i dziennikarz zamieszkały w Warszawie. Swoje książki pisze w dwóch językach - rosyjskim i polskim. Jest autorem takich powieści jak "Wyspa", "Ruski miesiąc" i "Nikołaj i Bibigul". 
           Współczesny Berlin. Norbert Lauschke nie miał łatwego dzieciństwa - jego irańska matka, Shirin, umarła. Ojciec Niemiec, Horst, czuje nieposkromioną nienawiść do syna - obwinia go o śmierć swej żony -  przed narodzinami Norberta, śnił o spotkaniu z wodnym bóstwem i małym chłopcem, a także o łowieniu złotych ryb. Gdy opowiedział o nim matce Norberta, ta wpadła w rozpacz i umarła tuż po urodzeniu syna. 
           Przez wiele lat Norbert wegetuje - nieustannie pije, jego jedynym zajęciem jest wędkarstwo. Duchową równowagę przywraca mu Agata - kobieta, która po pewnym czasie staje się jego żoną. Jednak.. nad ich rodziną spoczywa dziwne fatum - mimo iż fizycznie nic nie dolega córce Norberta i Agaty, Emilce, to dziewczynka zachowuje się melancholijnie, zupełnie inaczej niż jej rówieśniczki. Aby zwalczyć fatum, Norbert  musi udać się w podróż - otrzymał bowiem zagadkowe wezwanie, z którego dla własnej córeczki nie może się wycofać. 

niedziela, 3 lipca 2011

Domek trzech kotów - Marek Nowakowski

Marek Nowakowski - Domek trzech kotów
Wydawnictwo Świat Książki
Rok wydania 2011
ISBN 978-83-247-2508-3
Ilość stron 110



Marek Nowakowski jest autorem płodnym, ale nie dane mi było z nim się wcześniej zetknąć. W zasadzie książkę wybrałam ze względu na tytuł, a nie nazwisko. Jako posiadaczka dwóch kotów, kocią literaturę lubię i z premedytacją na nią poluję. Książka niewielka, dziś rano przyniósł ją listonosz, a już parę słów o niej usiłuję napisać.
Na miejskim podwórku pojawia się kocia rodzina - kocica z dwójką kociąt. Późna jesień, chłody - koty zamieszkują stertę liści. Mieszkańcy kamienicy - stronnictwo kociarzy, chce kotom pomóc, ochronić przed zimnem, głodem. Są i oponenci, którzy protestują przeciw dzikim lokatorom. 
Opowieść ciepła, optymistyczna,  składająca hołd "kociarzom" - ludziom niosącym bezinteresowną pomoc zwierzętom niechcianym, porzucanym, bezdomnym; składa hołd kobietom  dokarmiającym bezdomne koty na ogródkach działkowych, blokowiskach. Książka nie jest radosną lekturą, ale niosącą nadzieję, że los "małego brata" nie będzie ludziom obojętny.
Książkę polecam nie tylko posiadaczom kotów, ale także miłośnikom "gadziny wszelakiej", bo bohaterami  powieści są nie tylko koty, ale i psy, gołębie, wrony i gawrony. Powieść napisana  ładnym językiem, niewydumanym. Autor stosując zabieg powtarzania "kto-kim", czyni postacie przystępnymi, znajomymi nawet, sąsiadami z naprzeciwka. 
Podwórko, ogródek, kamienica, jej mieszkańcy, zwierzęta tworzą swoisty ekosystem, doskonale podpatrzony i zapisany przez Nowakowskiego. Niewątpliwie autor pisząc o kotach, ich zachowaniach i zwyczajach, wie o czym pisze i jawi się tu jako doskonały znawca natury kociej.


monotema

czwartek, 23 czerwca 2011

Stefanie Zweig, Księżniczka Sissi

Kim jest tytułowa Księżniczka Sissi? Czy to Elżbieta Bawarska, cesarzowa Sissi, żona Franciszka Józefa I? Ależ nie! To przesympatyczna kotka syjamka o cudownie przejrzystych niebieskich oczach i dość trudnym charakterze - jak to z kotkami bywa.
Po powieść Stefanie Zweig sięgnęłam właśnie z powodu kotki. Wszem i wobec wiadomo, że kocham zwierzaki, a szczególnie psy i koty (bo można poprzytulać, popieścić, pogłaskać). Czego się spodziewałam? Dobrej i mądrej  książki do poczytania. I nie zawiodłam się.

Sissi, która początkowo ma na imię Cleo, ucieka od swoich właścicieli: Grubasa i Myszki. Nie może pogodzić się z faktem, że chcą ją wywieźć na działkę, by tam łowiła myszy. Nie! Tego ambitna syjamka znieść nie mogła. Po ucieczce na szczęście nie tuła się długo. Dość szybko znajduje sobie drugi dom. Należy on do Julii, miłej pani psycholog, którą kotka postanawia "zaadoptować". Właśnie tak! To nie Julia adoptuje Sissi, lecz właśnie Sissi adoptuje Julię.
Na dalszą część recenzji zapraszam do swojego bloga.

wtorek, 21 czerwca 2011

"Sekretne życie pszczół" - Sue Monk Kidd

Karolina Południowa, kraina, rzec by się chciało mlekiem, a napewno miodem płynąca. Ale nawet w raju jak się okazuje, nie można uniknąć cienia, goryczy i bólu. Powieść Sue Monk Kidd to pełna ciepła opowieść, w której poruszane są jednak tematy trudne i bolesne. To opowieść o szukaniu prawdy, o dostrzeganiu innego człowieka, o przekraczaniu barier narzuconych przez społeczeństwo i dorastaniu. A wszystko w magicznej atmosferze o słodkim smaku miodu i zapachu dojrzałych brzoskwiń.
   Tajemnica sprzed lat nie daje nastoletniej Lily spokoju. Okoliczności, w których utraciła matkę pamięta tylko jako niejasny przebłysk, na nic nie zdają się również próby wyciągnięcia jakichkolwiek informacji na jej temat od ojca, z którym relacji dziewczynki nie można bynajmniej określić nawet jako poprawnych. Niekochana, nierozumiana i surowo karana przez T. Raya za wszelkie najdrobniejsze przewinienia oparcie znajduje tylko u swej czarnoskórej opiekunki, Rosaleen. W ciągu dnia Lily pomaga ojcu sprzedawać brzoskwinie z jego plantacji, czego szczerze nienawidzi, nocami natomiast wyciąga z sekretnej skrytki rzeczy swojej matki - rękawiczki, fotografię oraz obrazek czarnej Marii - i marzy...
Na całość recenzji zapraszam do mnie Kartek szelest

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Dziewczyna, która pływała z delfinami



O tej książce napisano już wiele recenzji i powiem, że z większości opiniami się zgodzę. Choć porównywanie Karen, tytułowej bohaterki, która cierpi na autyzm, do Forresta Gumpa jest nieco przesadzone, to trzeba przyznać, że obie historie mają coś wspólnego. Człowiek uznany przez społeczeństwo za debila, okazuje się być na swój sposób geniuszem. Jest Zdolny Inaczej.

Moja recenzja wraz z konkursem znajduje się na blogu.

wtorek, 7 czerwca 2011

Tupcio Chrupcio inaczej.


Wszyscy kochaja Tupcia Chrupcia, zwłaszcza dzieci. Kolejne tomy nadciągają stadami przy okazji urodzin i świąt. Towarzyszą wyprawom do lekarza, wieczornemu usypianiu i podróżom. Ostatnio jednak zaczęłam patrzeć podejrzliwie i dyskretnie przesuwać "Tupcie" na wyższe półki. Dlaczego?
Otóż Tupcio Chrupcio teoretycznie jest grzeczną myszką. Dziwnym jednak trafem trudno dojść do takiego wniosku czytając książeczki o nim. A to ma zły dzień, a to nie chce myć zębów, a to pluje zupką. W tym szaleństwie jest jednak metoda- książeczki maja oswajać trudne momenty w życiu malucha.
Jak wygląda to jednak w praktyce?
"Dzieci, posprzątajcie zabawki!"
Odpowiedź (ewidentnie inspirowana "Tupcio Chrupcio kaprysi"): "Lubimy mieć bałagan, wtedy mamy wszystkie zabawki blisko"
"Nie lubię marchewki, ma brzydki kolor!" ("Tupcio Chrupcio- nie chcę jeść")
Pierwszą stronę "Tupcia Chrupcia. Dbam o zęby", która była naszpikowana ryzykonymi stwierdzeniami na temat szpinaku, brokułów, i innych "obrzydliwych warzyw" postanowiłam ocenzurować. Miłość do literatury ma swoje granice- wolę nie wysłuchiwać takich cytatów przy kolejnym obiedzie.
Książeczki "tupciopodobne" niby to mają pomagać dziecku oswajać otaczający go świat. Zastanawiam się jednak, czy tak naprawdę ich podstawową funkcją nie jest oswajanie rodziców z zachowaniami dzieci, a także z... własnymi reakcjami.
Mama Tupcia Chrupcia ostatecznie, mimo, że powierzchownie chwalona jak ta, która świetnie, permanentnie traci cierpliwość, ulega szantażom... Szczytem wszystkiego było dla mnie zostawienie zbuntowanego dziecka samego w parku (w "Tupcio Chrupcio kaprysi").
Wygląda więc, że mamy książeczki, które wzmacniają zarówno negatywne zachowania dzieci (a nawet uczą je nowych), jak i rodziców. Nie chcę krytykować tej serii, ale zanim wzbogacicie taką książeczką swoją biblioteczkę, najpierw chociaż ją przejrzyjcie (mają na tyle niedużo tekstu, że da się je nawet przeczytać przed zakupem). Żeby potem się nie okazało, że wyedukowane na Tupciu dziecko uzna, że robienie scen jest fajne, mycie zębów to strata czasu, a szpinak to trucizna.

niedziela, 5 czerwca 2011

Zaproszenie na wycieczkę

Trzech panów w łódce, nie licząc psa
Jerome K. Jerome
wyd. Książka i Wiedza

Czy byliście już kiedyś w Anglii? Nie? To zapraszam was na wycieczkę, i to nie byle jaką - łódką po Tamizie. Przeżyjecie tu niezapomniane chwile w towarzystwie trzech niezwykłych mężczyzn: Jerzego, Harrisa i Jerome'a oraz jego wiernego terriera - Montmorency'ego. To wspaniali przewodnicy - opowiedzą wam niesamowite dzieje Wielkiej Brytanii, przedstawią najpiękniejsze i najstarsze miejscowości leżące nad brzegami rzeki, wskażą najciekawsze bary i karczmy, nauczą was pływać łodziami różnego typu i wskażą niebezpieczeństwa czyhające na was podczas wycieczki Tamizą. 

Jeśli chcecie wybrać się w tę podróż, zapraszam na Mojego bloga :)

pozdrawiam! Paideia

czwartek, 26 maja 2011

Opowieści z dreszczykiem



Ostatnio mam kryzys na całej linii jeśli chodzi o kryminały. Wciąż czytam, ale już mało co sprawia mi przyjemność. Wyłamała się z tego trendu Ruth Rendell, brytyjska autorka, z niewiadomych przyczyn mało znana w Polsce (choć np. ekranizował ja sam Pedro Almodovar). Na blogu pisałam już o uroczo niepoprawnym politycznie "Road Rage", mam za sobą też dość niedawną lekturę "W matni" - parodystycznie potraktowanej historii "mrocznej obsesji".
Teraz wyciągnęłam z półki "The Copper Peacock", zbiór 7 opowiadań z dreszczykiem, niekoniecznie z typowo kryminalną akcją, natomiast tak sprytnie skonstruowane, że czytając je obgryzałam paznokcie, a przed każdym kolejnym byłam lekko zestresowana. Przy czym stres ten był wynikiem umiejętnie stopniowanego napięcia, które sprawia, że czytelnik spodziewa się po bohaterach wszystkiego najgorszego. Czasami spodziewa się zresztą zupełnie niepotrzebnie:).
Polecam, ale ostrzegam. Po lekturze zapewne będziecie dużo szybciej niż dotychczas reagować w sytuacji, gdy będzie wam groziło przejechanie kota. No i można nabawić się odrazy do owoców morza:).

wtorek, 17 maja 2011

"Królewskie węże"- Jozsef Holdosi



"Królewskie węże" Jozsefa Holdosiego, rozgrywająca się od lat 30-tych do 50-tych saga rodziny Kanyów- osiadłych węgierskich Cyganów przypomina czasami bajkę. Niemal wszyscy młodzi ludzie w tej społeczności, sprawiają wrażenie wybitnie untalentowanych, jeśli nie artystycznie, to często maja po prostu talent do cieszenia się życiem. Jednak ich najlepsze lata trwają bardzo krótko. Artyści osuwają się w szaleństwo, wielu zabija złamane serce. Inni popadają w zgorzknienie. Za to Ci, którym udało się przeżyć wiele lat i mimo fizycznej degradacji ocalić swoją duszę, stają się autorytetami i przywódcami swojej społeczności. Gdyż ta, mimo że zachwyca się młodością, ceni doświadczenie starców.
I o dziwo - często takimi przywódcami-autorytetami stają się kobiety.
Ponieważ życie Cyganów, oglądane z zewnątrz, nie należy do przyjemności, próbują je oswajać przez wprowadzanie do niego elementów baśniowych. A Holdosi tak umiejętnie je włącza do książki, że czaruje przy okazji także czytelnika.
Takim baśniowym elementem są tytułowe węże. Towarzyszą one życiu i śmeirci każdego z członków rodziny Kanyów.
Gorąco polecam, zwłaszcza miłośnikom egzotycznych klimatów w literaturze. jest okazja, żeby poszukać tej egzotyki nieco bliżej domu.

niedziela, 8 maja 2011

Podróż łodzią po Tamizie

Pomimo iż nie przepadam za angielskim poczuciem humoru sięgnęłam po napisaną pod koniec XIX wieku książkę J.K. Jerome’a pt. „Trzech panów w łódce nie licząc psa”. Wielka w tym zasługa biblionetkowego konkursu, w którym fragment tejże książki występował.

Tytułowych trzech panów to przyjaciele: George, Harris i Jerome, który jest narratorem tej historii. Postanowili oni pewnego dnia udać się w podróż „na wiosłach” w górę Tamizy. W tej podróży towarzyszy im Montmorency – pies Jerome’a. Panowie mają jakie takie pojęcie o wiosłowaniu, lecz nie do końca chyba zdają sobie sprawę, że planowana wyprawa to nie jest niedzielna majówka tylko kilkanaście dni podróży i biwakowanie pod gołym niebem. Przeżywają w związku z tym masę zabawnych przygód ale też ścierają się z denerwującymi sytuacjami dnia codziennego. Stają się przez to bliscy czytelnikowi, bo każdy z nas miał kiedyś podobne doświadczenia – czajnik, który nie chce się zagotować, gdy na niego patrzymy, szczoteczka do zębów schowana na samym dnie plecaka, posiadanie wszystkich objawów choroby o której słyszymy pierwszy raz w życiu, itp.

Gdzieś przeczytałam, że w pierwotnym zamyśle książka miała być przewodnikiem po miejscowościach leżących nad Tamizą, ale w końcu treści turystyczno-krajoznawcze zostały niemal całkowicie usunięte a do rąk czytelników trafił ten zbiór anegdotek powiązanych ze sobą motywem podróży łódką.

To jedna z sympatyczniejszych książek jakie trafiły w moje ręce w ostatnim czasie. Czytałam niemal jednym tchem, prawie ze łzami w oczach – od śmiechu oczywiście.
Perypetie trzech przyjaciół, typowe angielskie obyczaje i zasady zachowania, zderzenie własnego wyobrażenia o sobie z rzeczywistością, ciekawa galeria postaci epizodycznych (wujek Podger wieszający obraz – mistrzostwo świata) gwarantują naprawdę świetną rozrywkę.  


czwartek, 5 maja 2011

Czarne koty i prima aprilis - Harry Oliver

Mimo, iż mamy już XXI wiek, wciąż istnieją przesądy i zabobony oraz ich wierni wyznawcy. Może nie ma tego już tyle co w ubiegłych wiekach, a szczególnie w średniowieczu, nie mniej jednak są pewne utarte zachowania, których przestrzegamy. Nawet o wielu z nich nie myślałam jako zabobon. A jednak wiele tradycji opiera się na przesądach.

Moja recenzja.

Uratować Sprite'a - Mark R. Levin


Uratować Sprite'a to pierwsza książka Marka R. Levina wychodząca poza tematykę polityczną i prawniczą. Ten popularny wśród Amerykanów prawnik i komentator polityczny, pracujący dla znanych stacji radiowych i telewizyjnych, postanowił uchylić drzwi swojego domu i zaprosić czytelników do spędzenia czasu towarzystwie swojej rodziny i dwóch psów - Pepsi i przygarniętego ze schroniska psa-staruszka Sprite'a. Ten inteligentny, oddany swej nowej rodzinie pies, dał wszystkim, których spotkał dużo więcej radości niż ktokolwiek z nich mógł się spodziewać. Książka ta jest czymś w rodzaju 'pomnika pamięci' Sprite'a. Jest to swego rodzaju pamiętnik z pobytu Sprite'a w domu Levinów, pamiętnik pełen emocji i uczuć dzielonych z czytelnikiem. Jest to książka dla określonej grupy czytelników, a dokładnie dla właścicieli i miłośników psów, którzy zrozumieją, jak bolesne może być rozstanie z czworonożnym przyjacielem. Zdecydowanie odradzam czytanie tej książki tym, którzy uważają za wariatów osoby rozmawiające ze swoimi czworonogami i traktujące ich jak członków rodziny. Oni nie zrozumieją...

Dalszy ciąg recenzji na moim blogu.

wtorek, 3 maja 2011

"Lato w Jagódce" Katarzyna Michalak

O czym marzy współczesny Kopciuszek o imieniu Gabrysia? O księciu na białym koniu? Nie, chociaż… O pałacu z marzeń? Jeżeli już, to nie dla siebie. Może o tym, żeby być piękną i bogatą? Też nie. Gabrysia marzy, by być zwyczajna. Taka jak inni. A jest – niepełnosprawna. Lato w Jagódce to zwariowana, miejscami humorystyczna, a czasem wzruszająca
baśń.... Katarzyna Michalak







Wydawnictwo: Literackie
Wydano: 2011
stron : 284


Zastanawiam się jak zacząć??? Jak sklecić to co dzieje się w mojej głowie??? Jak poukładać to wszystko w jedność, która stworzy sensowny wpis. To nie moja wina, że książki Katarzyny Michalak wywołują we mnie emocje, których nie potrafię poskromić!!!!! Czytałam wszystkie wydane książki Autorki i wiem, że każda z nich jest wyjątkowa, należy w nich czytać między wierszami, że są pełne ciepła, baśni, magii, ale też brutalnej rzeczywistości...
Muszę przyznać, że "Lato w Jagódce" jest wyjątkową powieścią... Zapytacie, ciekawe na czym polega ta wyjątkowość??? Powiem Wam w sekrecie, że wyjątkowe potrafi być choćby szczęście i normalność....
Okładka sprawia, że ponury dzień stanie się radosnym i jasnym, aż się buzia uśmiecha na widok dworku otoczonego pięknymi różanymi kwiatami. Piękna oprawa książki, przygotowana przez Autorkę, zachęca czytelniczki do tego, by po nią sięgnąć w księgarni lub bibliotece. Mało tego Katarzyna Michalak doceniła swe czytelniczki o czym na pewno się przekonają, trzymając powieść w dłoniach.
"Lato w Jagódce"  to historia kilku osób  skrzywdzonych przez los...a raczej ludzi, którzy się do tego przyczynili. Choć osoby te brutalnie potraktowane przez innych, na swój sposób są szczęśliwe, potrafią się cieszyć z rzeczy, na które inni nie zwracają najmniejszej uwagi ! Autorka zwraca szczególną uwagę na to, że osoby niepełnosprawne, są tacy jak my, nie potrzebują litości, ukradkowych spojrzeń, wyśmiewania, ale być może naszej przyjaźni lub pomocnej dłoni....to tak niewiele, a tyle może dać.
„Szczęście to radość z nowego dnia, bezchmurne niebo w południe i słowo "kocham" na dobranoc” 
Bardzo polubiłam Gabrysię, która wychowywana przez przybraną "ciocię" marzy tylko o tym by być zwyczajną młodą kobietą. Chce być taka jak inni. Zwyczajna. 
Niestety los jej nie oszczędzał. W dzieciństwie i młodości, nie raz usłyszała, że jest szkaradna i kaleka. Na długie lata zamknęła się w sobie i świecie marzeń....które w nieprawdopodobny sposób zaczęły się spełniać....
„Marzenia mają jednak to do siebie, że są kapryśne”

więcej TUTAJ

wtorek, 26 kwietnia 2011

"Czarownica" Barbara Michaels

Po "Czarownicę" sięgnęłam spodziewając się opowieści o... no o czarownicy właśnie. Oczekiwania z rzeczywistością nie do końca się pokryły, bo "Czarownica" Michaels to powieść obyczajowa o pewnej kobiecie. I o kilku kotach z jej otoczenia.
Po więcej zapraszam tutaj.