sobota, 26 stycznia 2013

Ogłoszenie

Długo zbierałam się do napisania tego posta, ponieważ to moje pierwsze wyzwanie jakie utworzyłam i z żalem to robię, ale wiem, że muszę. Co najmniej do wakacji nie będę miała zbytnio wolnego czasu, dlatego zawieszam na ten rok wyzwanie. Ostatni semestr skłania do ostrej nauki do egzaminu państwowego i nie chcę by wyzwanie było pozostawione same sobie. 

Za rok z nim wrócę i spróbuję na nowo rozruszać. Tymczasem przepraszam uczestników za taki krok i proszę o wyrozumiałość.

Pozdrawiam,
Bujaczek   

czwartek, 17 stycznia 2013

Dziewczynka, która rozmawia ze zwierzętami


Chyba nie ma takiego dziecka, które nie chciałoby umieć rozmawiać ze zwierzętami. Nie inaczej ma się sprawa z siedmioletnią Molly Smith. Dziewczynka ma na co dzień kontakt z różnymi zwierzątkami bowiem jej rodzice prowadzą klinikę weterynaryjną Larkfield położoną na skraju niewielkiego miasteczka. Molly, gdyby tylko mogła to każdą wolną chwilę spędzałaby w klinice - przecież dzieje się tam tyle ciekawych rzeczy.
Pewnego wrześniowego dnia w klinice pojawiła się mieszkająca nieopodal kliniki Sara, która przyniosła ze sobą ślicznego, małego kotka, Iskierka. Kotek przybłąkał się na podwórko Sary i kobieta zaopiekowała się nim, nie może go jednak zostawić u siebie, bo jej trzy kocury zupełnie nie akceptują nowego domownika. Między Molly a Iskierkiem niemal od razu nawiązuje się nić porozumienia. Szybko też okazuje się, że Iskierek nie jest zwyczajnym małym kotkiem...

Holly Webb to autorka wielu książek dla dzieci, których bohaterami są zwierzęta - dużą popularność przyniósł jej cykl "Zaopiekuj się mną".
"Kotek czarownicy" to pierwsza książeczka z sześciotomowej serii o przygodach Molly Smith - pierwsze dwa tomiki już można znaleźć w księgarniach, a kolejne cztery pojawią się w lutym i marcu. 
Molly, z racji profesji rodziców, ma stały kontakt ze zwierzętami, ale aż do spotkania z Iskierkiem nie zdaje sobie sprawy ze swoich niezwykłych umiejętności, które początkowo troszkę ją peszą. Postanawia jednak pomóc zwierzątku, pomimo, że wcale nie będzie to prosta sprawa.
Autorka przy okazji historii Iskierka porusza ważny temat jakim jest odpowiedzialność i przestrzeganie zasad - kotek zgubił się, ponieważ nie posłuchał swojej właścicielki i zbytnio oddalił się od domu a Molly musi wymyślić jak pomóc Iskierkowi  nie łamiąc przy okazji reguł obowiązujących w jej rodzinie.
Oczywiście autorka nie stosuje jakiejś namolnej dydaktyki - temat poruszony jest przy okazji i może stanowić świetny punkt zaczepienia do rozmowy z dzieckiem na temat tego co można a czego nie powinno się robić.

Na koniec dodam, że książeczkę czytałam w towarzystwie dwóch mężczyzn w słusznym wieku lat ośmiu i sześciu. Początkowo byli oporni, bo jak różowa okładka to pewnie "dziewczyńska książka" i poważny facet nawet nie powinien patrzeć w jej stronę. Na szczęście dali się przekonać i w skupieniu, co bardzo rzadko się im zdarza, wysłuchali do końca kwitując lekturę stwierdzeniem: "Różowa, ale bardzo fajna!".

W związku z tym, opierając się na tej jakże profesjonalnej opinii, polecam lekturę wszystkim dzieciakom, nie tylko tym marzącym o pogawędce z własnym pieskiem lub kotkiem.

czwartek, 3 stycznia 2013

Dokonać wyboru



            „Po powrocie do świata ludzi najtrudniejsze było ponowne nauczenie się emocji. Wszystkie poczynania wilka mają praktyczny, nieskomplikowany wymiar. Nie ma fochów, owijania w bawełnę ani aluzji. Wilki walczą z dwóch powodów: o rodzinę i terytorium. Ludźmi kieruje ego, u wilków nie ma na to miejsca i – w dosłownym tego słowa znaczenia – wybiją ci je z głowy. U wilka świat sprowadza się do rozumienia, wiedzy i szacunku – trybutów odrzuconych przez wielu ludzi wraz z poszanowaniem świata naturalnego.”*

            Dokonałeś już w życiu wielu wyborów, które czasem bezpośrednio kogoś dotyczyły i zmieniły też coś w życiu innych. Minimalnie, ale zawsze coś. Czasem jednak przychodzi taka chwila, że od twojej decyzji będzie zależeć czyjeś zdrowie, ty będziesz decydować o sposobie leczenia. Od ciebie będzie zależeć to czy walczyć o życie tej najważniejszej istoty czy dać jej odejść. To nie jest zabawa, nie cofniesz efektów decyzji, dlatego też dobrze zastanów się nad tym co masz zamiar zrobić.

            Luke Warren jest badaczem wilków. Od kilkunastu lat studiował ich naturę i zwyczaje. Próbował przeniknąć nawet do jednej z watah by choćby minimalnie poczuć jak to jest i obalić mity o tych zwierzętach. Dla swojej pracy poświęcił bardzo wiele. Jego rodzina się rozpadła, syn Edward po kłótni pod wpływem emocji wyjeżdża i zrywa kontakt z bliskimi, dochodzi do rozwodu i tylko po jakimś czasie Cara zamieszkuje z ojcem, bo czuje się niepotrzebna w nowej rodzinie matki. Tymczasem mija kilka lat, dochodzi do poważnego wypadku, w którym brała udział Cara oraz Luke, który zostaje ciężko ranny. Na tę wiadomość Edward wraca do domu i okazuje się, że ktoś musi zadecydować czy walczyć o życie  ojca czy też dać mu odejść. Edward i Cara stają po przeciwnych stronach. Jak to wpłynie na ich i tak już kiepskie stosunki? Jakie tajemnice zostaną odkryte i jak to wpłynie na resztę życia samych zainteresowanych?

            Prozę Jodi Picoult cenię sobie od momentu poznania jej „Bez mojej zgody”. Książka ta sprawiła, że przez bardzo długi czas nie potrafiłam skupić się na innych tak jak powinnam - cały czas wracałam myślami do niej i zastanawiałam się co ja bym zrobiła na miejscu bohaterów. Dotąd było tak za każdym razem gdy sięgałam po coś jej pióra. Czy tak samo będzie z jej najnowszą publikacją noszącą tytuł „Pół życia”?

            Otóż z czystym sumieniem mogę teraz stwierdzić, że pod tym względem nic się nie zmieniło. Powieściopisarka w dalszym ciągu sprawia, że aktualnie czytana przeze mnie pozycja wciąga bez reszty i sprawia, że przez chwilę przenoszę się do świata przedstawianego przez nią i żyję życiem innych. „Pół życia” jest, zabrzmi to trochę nie na miejscu, fascynująca. Nie mam tu jednak na myśli decyzji jaką muszą podjąć Cara i Edward, a to czym zajmuje się Luke. Jego praca sprawiła, że bardziej myślał jak wilk, a nie człowiek. Każde zachowanie ludzkie analizował na podstawie tego co zwierzęta przez niego badane by zrobiły. Przedstawił prawdziwą i jakże prostą naturę wilka. Niemal z fascynacją czytałam fragmenty temu poświęcone. To jak opisywał swoje przygody i spostrzeżenia związane z tymi zwierzętami naprawdę mnie zaciekawiło i sprawiło, że chciałabym dowiedzieć się jeszcze więcej.

            Nie mniej ważny, a można by rzec, najważniejszy, był wątek, który był o podjęciu decyzji przez rodzeństwo, które miało odmienne zdanie w tej sprawie. Chodzi mianowicie o eutanazję, temat rzekę jeśli chodzi o poglądy, trudny oraz wywołujący masę sprzecznych emocji. Osobiście uważam, że w pewnych momentach trzeba dać odejść. Wiem, że łatwo jest mi teraz mówić gdy nie stoję teraz przed takim wyborem i całkiem możliwe, że kiedyś zmienię swoje zdanie. Jednak na dzień dzisiejszy twardo zostaję przy tym, że czasem najtrudniejsza decyzja jest najlepsza, nawet gdy bardzo boli. Dlatego też w trakcie czytania tak bardzo miotałam się między bratem, a siostrą. Z pewnej strony popierałam decyzje Edwarda, a z drugiej byłam całym sercem za tym by to jednak Cara wygrała i miała rację. Wiadomo jednak, że może wygrać tylko jedna ze stron i tak też się stało i tym razem. Tylko, że ta wygrana nie cieszy niezależnie od wyniku.

            W  trakcie rozstrzygania tego kto ma podejmować decyzje o leczeniu Luke’a wychodzą na jaw fakty, które stawiają w nowym świetle wydarzenia sprzed lat i pozwalają wiele zrozumieć etyko bohaterom, ale i czytelnikowi, który na początku może być trochę zdezorientowany. Pośród cierpienia, łez i niedowierzania rodzina, która rozpadła ma teraz szansę znowu być razem.

            Prozy Picoult nie da się przeczytać za jednym razem, przynajmniej ja tak nie potrafię i muszę ją sobie dawkować. Wychodzi mi to co prawda z różnym skutkiem, ponieważ nie zawsze mam tyle samozaparcia by choćby na chwilę odłożyć czytaną pozycję. W przypadku tej publikacji choć od początku mnie zainteresowała do połowy powieści nie miałam z tym moim dawkowaniem sobie emocji problemu. Gdy jednak dotarłam do około dwusetnej strony, dosłownie i w przenośni przepadłam. Nie byłam w stanie oderwać się od czytanego tekstu i tylko przewracałam kolejne strony, aby jak najszybciej poznać zakończenie.

            Znacie to uczucie, kiedy czujecie się jakbyście byli między młotem, a kowadłem? Ja właśnie tak miałam w przypadku „Pół życia” i to pod wieloma względami. Mimo wyrobionego zdania na spotykane tu tematy mimowolnie zaczynałam zastanawiać się nad przedstawione przez bohaterów argumenty. Prócz moich dylematów etycznych targały mną przeróżne emocje: od rozczarowania i nienawiści, które czuli postacie, po zrozumienie i nadzieję. Nie stałam przed takim wyborem i nie chciałabym stać, ale mocno wierze w to, że podjęłabym słuszną decyzję, nieważne jak bardzo mogło by boleć.

            To co lubię w twórczości Jodi to fakt, że staranie przygotowuje się do omawianego tematu. Zbiera tyle informacji ile zdoła, a do tego konsultuje się, że specjalistami w danej dziedzinie. Dlatego też, w każdej swojej publikacji posługuje się fachowymi zwrotami, ale w taki sposób by osoba czytająca rozumiała śledzony tekst. Styl pisania autorki jest bardzo obrazowy, a sposób w jaki dobiera słowa sprawia, że nie raz poleciała mi jedna czy kilka łez.

            Cenie sobie również w niej to, jak przedstawia postacie danej historii. Każdą poznajemy z osobna i dzięki temu. Da się dzięki temu zaobserwować jej mocne i złe strony oraz to jak dziejące się wydarzenia na nie wpływają. Jak się pod ich wpływem zmieniają i reagują na rozwój wydarzeń. Po raz kolejny miałam okazję obserwować, jak łatwo jest wyrobić sobie opinie nie znając wszystkich faktów. Trzymać się ideałów, których nie ma z powodu obawy przed tym co może nadejść. Człowiek zachowuje się czasem dziwnie gdy jego ułożone w miarę życie rozpada się jak domek z kart. Nic w tym dziwnego. Zmiany i ich konsekwencje nie zawsze bywają łatwe i przyjemne.

            „Pół życia” to książka pełna emocji, które aż się proszą o uwolnienie, niezwykle prawdziwa i życiowa. O życiu oraz śmierci i najtrudniejszych wyborach. Napisana z prostotą, ale dopracowana z jak najmniejszymi detalami. Historia, która na długo pozostaje w czytelniku. Fani pisarki z pewnością się nie zawiodą. Gwarantuję.

*str. 417


Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Pół życia
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: listopad 2012
Liczba stron: 464

niedziela, 9 grudnia 2012

Każdy ma marzenie



            „Wystarczyło przecież pamiętać, że dorośli tak naprawdę nigdy nie przestali być dziećmi.”*

            Marzenia towarzyszą nam od zawsze. Jako dzieci marzyło się o składanej kolejce czy też domku dla lalek. Z wiekiem jednak one się zmieniały, były większe lub mniejsze, ale równie ważne. Dzięki nim do czegoś dążymy i czasem bujamy w obłokach. Po części to właśnie marzenia nadają nam sens istnienia.

            Książka ta to cztery opowiadania łączą się z sobą jednym wspólnym tematem: świętami. „Jak wyglądają święta?” opowiada o tym jak zwierzęta w pewnej gospodarce pragnęli zobaczyć jak wyglądają święta w domu. Widząc na niebie św. Mikołaja poprosiły go o to. Z kolei  „Mała choinka” mówi o małym drzewku, którego nikt nie chciał jako drzewka bożonarodzeniowego i z tego powodu czuło się bardzo smutne. Z powodu niskiego wzrostu było nieodpowiednie według ludzi. Trzecie opowiadanie noszące tytuł „Zaczarowany renifer” jest o niesfornym Ronim. Chciał zrobić coś co by sprawiło, że reszta reniferów była z niego dumna. Po długim namyśle stwierdził, że chce latać jak renifery Mikołaja. Ostatnie tytułowe opowiadanie  „Pracowity Dzień Świętego Mikołaja” jest o pewnym marzeniu taty Kasi i Tomka. Dzieci napisały list do gwiazdora, ale czy ten odgadnie co to za marzenie, skoro dzieci nie napisały nic dokładnego?

            Książeczka składa się z czterech króciutkich opowiadań jak już pewnie zdążyliście zauważyć. Nie jestem zwolenniczką tek krótkiej formy wypowiedzi bowiem nie każdemu jest dane stworzyć coś fajnego na kilku stronach. Jednak w literaturze skierowanej do młodszego czytelnika pasują jak ulał.

            „Pracowity Dzień Świętego Mikołaja” jest bardzo ładnie wydany.  Format A4 w twardej oprawie. Okładka prezentuje świętego Mikołaja otoczonego zabawkami, jej wygląd i tytuł od razu pozwalają się domyśleć o czym będzie dane nam czytać. W środku natkniemy się na ilustracje na każdej stronie obrazujące o czym mówi tekst, dzięki temu maluch może je oglądać gdy się mu czyta. Trzeba przyznać, że obrazki są starannie wykonane i bardzo kolorowe, bardzo mi się podobały. Czcionka jest pogrubiona i dość duża, na każdej stronie jest po kilka linijek tekstu. Całość zrobiona z myślą o młodszych czytelnikach.

            Opowiadania czyta się szybko i z prawdziwą przyjemnością. Mi zajęło to zaledwie piętnaście minut. Bardzo mi się podobały opowiadania, ale najbardziej zapadły mi w pamięci dwa z nich. Mowa tu o „Mała choinka” oraz „Pracowity Dzień Świętego Mikołaja”. Pierwsze mówi o tym, że zawsze trzeba marzyć i nawet gdy traci się już nadzieję morze zdarzyć się cud. Drugie z kolei mówi o czymś co jest szczerą prawdą. Teraz wiem to po samej sobie. I chyba tą prostotą przekazu mnie ujęło.

            „Pracowity Dzień Świętego Mikołaja” polecam dorosłym i dzieciom, obudzą magię świąt, na chwilę  zabiorą do bajkowego świata, a co najważniejsze są z morałem. Język jest łatwy odbiorze i nie spotka się tu jakiś trudnych i wyszukanych zwrotów.

*str. 108
Autor: Praca zbiorowa
Tytuł: Pracowity Dzień Świętego Mikołaja
Wydawnictwo: Elżbieta Jarmołkiewicz
Rok wydania: listopad 2005
Liczba stron: 109

środa, 5 grudnia 2012

Wierszowane święta



Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!

Hu! Hu1 Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!

Hu! Hu1 Ha! Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy,
Niech pamiątkę ma!
Nasza zima zła!*

            Okres świąteczny wpływa na mnie dość melancholijnie w tym roku, dlatego też postanowiłam sięgnąć po książeczki, które czytałam w dzieciństwie. Stały się przyjemną odmianą w te pochmurne dni. Tak oto trafiłam do świata bałwanków, Mikołajów, choinek i wiele, wiele więcej.

            „Choinkowe wierszyki” składają się z trzydziestu sześciu wierszy napisanych przez różnych autorów. Opowiadają one o niedźwiadku, który nie mógł spać. Przeczytamy również o Mikołajach, którzy podobno nie istnieją, ale fajnie w nie wierzyć. A jeden z autorów wymyślił nawet kolorowy śnieg. Spotkamy złą zimę z wiersza pani Konopnickiej czy też umykający mróz. To tylko kilka ciekawszych według mnie wierszy.

            Nie jestem zwolenniczką wierszy, ale mam kilka swoich ulubionych, które mogłabym czytać bez przerwy. Zbiór „Choinkowe wierszyki” mimo, że czytany drugi raz dopiero teraz trafił do mojej listy ulubionych. Książeczka jest cienka, ma dużo obrazków, ale nie przeczytałam jej w mig tylko delektowałam się nią po trochu.

            Pierw może zwrócę uwagę na wydanie, które, trzeba rzec, jest starannie wykonane. Twarda oprawa z kolorową grafiką na okładce przyciąga oko I z pewnością zainteresuje młodego czytelnika. Po otworzeniu książeczki od razu widać kolorowe rysunki, które towarzyszą każdemu wierszowi, wiernie lub trochę mniej odwzorowują jakieś zdarzenie z niej. Druk jest duży i pogrubiony dzięki czemu z łatwością się go czyta. Wiersze są pisane prostym językiem i są łatwe do zrozumienia. Można się z nich pośmiać, pomyśleć, a nawet pomarzyć. Dziecko może też nauczyć się kilku ważnych rzeczy. Mi się bardzo podobała i sprawiła wiele radości. A oto mi chodziło.

            Nie będę zanudzać was interpretacją każdego wiersza, ale śmiało mogę stwierdzić, że jest to idealna pozycja dla naszych pociech na długie zimowe wieczory, szczególnie w tym okresie świątecznym. Zajmująca czas, który się mile spędzi dzięki niej.

*str. 29 („Zła zima” M. Konopnicka)
Autor: Wanda Chotomska, Maria Konopnicka, Stanisław Jachowicz, Ludwik Jerzy Kern, Bronisława Ostrowska, Konstanty Ildefons Gałczyński, Helena Bechlerowa, Włodzimierz Scisłowski, Stanisław Grochowiak, Władysław Broniewski, Hanna Zdzitowiecka, Tadeusz Kubiak, Józef Czechowicz, Wanda Grodzieńska, Tadeusz Śliniak
Tytuł: Choinkowe wierszyki
Wydawnictwo: Philips Wilson
Rok wydania: 1996
Liczba stron: 64

sobota, 3 listopada 2012

Szczęśliwe zakończenie - Lucy Dillon


Powoli, ale skutecznie, nazwisko Lucy Dillon na okładce, staje się dla mnie gwarancją przyjemnie spędzonego czasu.
Głównymi bohaterkami Szczęśliwego zakończenia są Anna i Michelle, dwie kobietki zupełnie od siebie różne. Michelle to idealny przykład kobiety niezależnej, dzielnej bizneswomen, której największej satysfakcji dostarcza uporządkowane życie i dom. Nie dla niej związki, które mogłyby spowodować jakiekolwiek zaburzenie porządku, że o dzieciach już nie wspomnę. Anna to jej zupełne przeciwieństwo. Niepoprawna romantyczka, zakochana w słowie pisanym i swoim mężu, ponad wszystko marząca o urodzeniu dziecka. Co się stanie, gdy wspólnie postanowią poprowadzić... księgarnię?
Całość recenzji dostępna tutaj. 

Misja na czterech łapach - W. Bruce Cameron


Ci, którzy wchodzą tu od dłuższego czasu, wiedzą, że w poprzednie wakacje straciłam moją ukochaną sunię, która była z nami właściwie odkąd pamiętam. Biorąc pod uwagę to ile z nią przeżyłam i jak bardzo mi jej wciąż brakuje, naprawdę nie mogłam nie sięgnąć po Misję na czterech łapach, bo choć to tylko powieść to przecież daję promyczek nadziei na to, że jeszcze kiedyś się spotkamy, choć może jej wtedy nie poznam. 
Całość recenzji dostępna tutaj.